W tej części Autorka opowiada o pierwszych krokach w dorosłość wychowanków z Plumfield. Młodzi bohaterowie opuszczają rodzinny dom, zabierając ze sobą mądrość i wartości przekazane im przez opiekunów, ale też własne słabości i zalety. Ten etap dorastania ma w sobie ogrom wrażliwości – chłopcy mierzą się z pokusami i trudnościami życia dorosłego, a obserwowanie ich zmagań jest dla czytelnika mocno angażujące.
Męski tytuł nie wyklucza jednak szczególnej roli, jaką odegrały w tej części dziewczęta. To właśnie w ich wątku pojawiają się piękne refleksje o pozycji kobiet w świecie nauki: „Dziś oczekuje się od nas, byśmy dorównywały mężczyznom, którzy od pokoleń mieli wszelkie możliwe wsparcie, podczas gdy nam często go brakowało. Dajcie nam równe szanse, a zobaczymy, jak sytuacja będzie wyglądać za kilka pokoleń. Lubię sprawiedliwość – a tej wciąż mamy tak mało”.
Ogromną przykrość sprawiło mi to, że nie słychać tu już beztroskiego śmiechu dzieci odkrywających świat. Zastąpiła go dorosłość – niełatwa, często surowa, pełna odpowiedzialności, lecz również marzeń, które próbują przebić się przez szarość codzienności. W tej części cyklu życie ukazane jest w całej swojej dwuznaczności: z radością i goryczą, z nadzieją i poczuciem straty. To właśnie ta mieszanka emocji sprawia, że książka przestaje być jedynie nostalgiczną opowieścią o rodzinie, a staje się uniwersalną i dość ponadczasową historią o ludzkim losie.
To w tej części Autorka wprowadza do opowieści tematy, które nadają jej większy ciężar emocjonalny. Pojawiają się dramaty, zagrożenia, decyzje wymagające odwagi. Obok nich subtelnie splata wątki miłosne – nie bajkowe romanse, lecz uczucia prawdziwe, niepewne, często bolesne, czasem pozostawiające po sobie jedynie wspomnienie. Dzięki temu powieść staje się jeszcze bardziej poruszająca, a czytelnik nie tylko obserwuje losy bohaterów, lecz naprawdę je przeżywa.
Zaskoczył mnie mocno wybrzmiewający wątek autobiograficzny związany z pisarstwem Jo. Alcott pokazuje, że nadmierna ciekawość czytelników dotycząca życia prywatnego twórców może być dla nich przytłaczająca. To fragmenty, które budzą uśmiech, ale też smutek – bo widać w nich osobiste doświadczenie autorki. To także subtelne przypomnienie dla nas, by w swoim zachwycie nad ulubionymi autorami nie przekraczać pewnych granic i zachować należytą kulturę.
„Chłopcy Jo” to historia, która miejscami posiada lekko melancholijny ton (chyba najbardziej ze wszystkich tomów cyklu), choć wciąż niesie ze sobą ogrom ciepła i nadziei. Styl Alcott, pełen dobroci i delikatnego humoru, sprawia, że wyprawy, w które mnie zabiera, za każdym razem okazują się udaną przygodą, która przynosi mi wiele radości. Nie omieszkam również wspomnieć o naprawdę wyjątkowym wydaniu, które trafiło w moje recenzenckie ręce: twarda, elegancka, żółta oprawa opleciona pnączami bluszczu kryje w sobie równe 500 stron. W takiej odsłonie książkę nie tylko znakomicie się czyta, ale i z przyjemnością ogląda.
Jestem ogromnie wdzięczna, że mogłam poznać tę serię – zostawiła po sobie wiele pięknych emocji. Niezmiennie polecam.
Klaudia Dydymska
Louisa May Alcott, „Chłopcy Jo”, Wydawnictwo MG, Warszawa, 2025.