„Córeczki” – recenzja

Recenzja książki „Córeczki”.
Po książce „Pasażer na gapę” z przyjemnością sięgnęłam po kolejną propozycję od Adriana Bednarka, licząc na powtórkę z tamtych czytelniczych emocji.

Okładka wygląda trochę jak z modnego amerykańskiego horroru, gdzie bohaterki, wbrew logice, schodzą same do ciemnej piwnicy. Nie odstraszyło mnie to jednak ani trochę. A nawet, przekornie, trochę bardziej zaintrygowało – jaka historia się pod tą okładką kryje.

Polę i Ewę niewiele ze sobą łączy. Prowadzą inny styl życia, odebrały inne wychowanie, mają inne charaktery. Połączyło je za to traumatyczne wydarzenie sprzed lat – rodziny obu dziewcząt zostały naznaczone przez Stracha na Wróble – mordercę który pozostał nieuchwytny. Choć zbrodni dokonano w odstępie dziesięciu lat, w samym jej sposobie nic się nie zmieniło. Wiadomo było, że stoi za nimi ten sam człowiek. Pola i Ewa przeżyły, ale Strach na Wróble na zawsze napiętnował ich życia.

Dziewczyny pragną zemsty. I w końcu trafia się okazja, by po latach bezskutecznych poszukiwań, stanąć z nim twarzą w twarz. Choć wydawałoby się, że obie dążą do tego samego, wkrótce okazuje się, że  każda z nich ma inną wizję tego, co powinno się wydarzyć, gdy już uda im się złapać Stracha. Współpraca między Polą i Ewą także nie układa się najlepiej. Dziewczyny są z różnych światów i nie potrafią się porozumieć.

Choć pomysł na fabułę jest interesujący i nieoczywisty (do czego już chyba Adrian Bednarek zdążył przyzwyczaić swoich czytelników), to jednak ta książka ma pewne mankamenty, obok których trudno jest mi przejść obojętnie. Pierwszym z nich na pewno jest objętość książki. W samej ilości kartek nie ma jeszcze nic złego, tylko wydaje mi się, że gdyby okroić trochę opisy tu i ówdzie, historia ta tylko by na tym zyskała. Momentami opisy są bardzo drobiazgowe, choć to, czego się z nich dowiadujemy, nie ma wpływu na fabułę. Trudno też nie zauważyć, że w „Córeczkach” autor mocno rozwinął także erotyczny aspekt opowiadanej historii. Tu też na dobre wyszłoby zastosowanie „CTL + x”.

Pewien kłopot miałam także z rozwiązaniem całej historii. Żeby nie psuć nikomu przyjemności z lektury, nie mogę zdradzić za dużo, ale wydaje mi się, że zdecydowana większość czytelników przewidzi zakończenie, zanim autor do niego doprowadzi. A to skutecznie psuje końcowy efekt WOW. I trzęsienie ziemi staje się bardziej odczuwalnym, ale nie wzbudzającym zamieszania,  drganiem.

„Córeczki” to ciekawa historia, choć tym razem musi obyć się bez zachwytu. I choć nie żałuję czasu spędzonego z lekturą, to jednak szczerze liczę na to, że kolejne książki Adriana Bednarka  sprawią, że „Córeczki” będzie można zaliczyć do zdecydowanej mniejszości.

AP
(biuro@dlalejdis.pl)

Adrian Bednarek, „Córeczki”, Novae Res, Gdynia, 2019 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat