„Córka cieni. Siedem szmacianych dat” – recenzja

Recenzja książki „Córka cieni. Siedem szmacianych dat”.
Do pierwszego tomu serii zasiadłam wieczorem w piątek. Taki kanapowy początek weekendu z kubkiem herbaty i lekturą. Sobotę rozpoczęłam już jako fanka Ewy Cielesz.

Pomysł na sięgnięcie do trzytomowej serii „Córka cieni” zrodził się raczej nie z moich własnych literackich upodobań, a ze szperania w Internecie, żeby znaleźć ciekawą lekturę dla mamy. W końcu zbliżają się Święta. To ona gustuje w obyczajowych historiach dziejących się w okresie okołowojennym, poruszających relacje ówczesnego zróżnicowanego społeczeństwa czy opowiadających sagi rodzinne. Jednak koncept Ewy Cielesz – pamiętnik jako ważny element fabuły książki – zachęcił mnie do szybszego zainteresowania się serią i to osobiście.

W „Siedmiu szmacianych datach” jednym z głównych bohaterów jest student Adam, który natrafia na zapiski pewnej dziewczyny. Pamiętnik zaprowadza go do czasów przedwojennych, w których młoda Magdalena, autorka dziennika, oddaje swoje serce mężczyźnie z całkiem innego świata – ubogiemu młodzieńcu. Sama pochodzi z bogatej rodziny, która nie zgadza się na ten związek. Powoduje to, że dwoje zakochanych ucieka w Bieszczady. Nie zważają na wielką niewiadomą, która czeka na nich w nowym miejscu. Możliwość bycia razem jest dla nich najważniejsza. Miłość dwojga zbiegów owocuje dzieckiem, małą Julianą. Jest to tytułowa córka cieni. Dorasta ona wśród przepełnionych ludzkimi dramatami wydarzeń wojennych, których macki dosięgają również jej najbliższą rodzinę.

Wszystkie te minione wydarzenia stają się dla współczesnego czytelnikom Adama niemal obsesją. Nie może oderwać się od znalezionego pamiętnika i losy rodziny z Bieszczad stają się mu niezwykle bliskie. Ewa Cielesz użyła nieoczywistego w czasach zagarniętych przez technologię i wszelkie nowości zabiegu. Jej bohater odnajduje pasję w przeszłości. Odczuwalny niemal jest magiczny wpływ zapisków na studenta i to oddziaływanie przenosi się na samych czytelników „Córki cieni”. Chłopak w minione wydarzenia angażuje całą swoją uwagę. Dokąd zaprowadzi go znaleziony pamiętnik?

Książkę Ewy Cielesz bez problemu można przeczytać w jeden-dwa wieczory. Jest to płynnie napisana historia, po której skończeniu ma się ochotę od razu sięgnąć po kolejny tom. Interesującym elementem jest przenikanie się tego, co było, ze współczesnością. Czytelnik uzmysławia sobie siłę przeszłości. Być może niejedną osobę zachęci to do odkrywania losów swojej rodziny.

Katarzyna Kolibabska
(katarzyna.kolibabska@dlalejdis.pl)

Ewa Cielesz, Córka cieni. Siedem szmacianych dat, Axis Mundi



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat