Szkoda, że „Córki niczyje” autorstwa Collinsa dopiero teraz ukazały się na polskim rynku wydawniczym, choć warto było na to zaczekać. Twarda oprawa, dwie przepiękne kobiety na okładce i wspaniała uczta czytelnicza w środku. Jest tutaj wszystko: odrobina powieści obyczajowej, elementy kryminału, a co najważniejsze cudownie zbudowani bohaterowie i historia, w którą trudno uwierzyć. Wielka miłość, namiętności, śmierć i walka o majątek oraz misterny plan zemsty.
Bohaterkami powieści „Córki niczyje” Wilkie Collins uczynił dwie siostry różniące się zarówno wyglądem, jak i charakterem. Nora i Magdalen Vanstone po śmierci rodziców dowiadują się okrutnej prawdy: jako nieślubne dzieci nie mają prawa do majątku, spadku, ani nazwiska. W jednej chwili ich poukładany świat znika: od tej chwili muszą zatroszczyć się o siebie same. Spokojna Nora zostaje guwernantką, ale obdarowana talentem aktorskim i mocnym charakterem Magdalen na grobie rodziców poprzysięga zemstę, którą realizuje bardzo misternie. W realizacji jej planu pomaga jej daleki krewny matki: oszust i kanciarz, który liczy na spory zarobek. Kapitan Wragge jest tak samo antypatyczny, jak i ujmujący, a jego skrupulatność w notowaniu wszystkiego jest naprawdę godna podziwu. Ten człowiek potrafi być czarujący, jest mistrzem manipulacji, ale czasami potrafi też okazać odrobinę serca. Jego żona Pani Wragge wprowadza do powieści odrobinę potrzebnego chaosu, jest bezbronna i naiwna niczym dziecko, ale od razu wzbudza sympatię swoją niewinnością.
Książka napisana jest kwiecistym, pełnym opisów językiem, ale nie powoduje to u nas znużenia. Zatapiamy się w ten angielski świat XIX wieku i chłoniemy każde słowo tak, że wydaje nam się, iż każdego bohatera znamy na wskroś. Czytamy ich korespondencję, poznajemy myśli i plany, jesteśmy świadkami wewnętrznych monologów. Charakterna Magdalen z trzpiotowatej dziewczyny staje się pewną siebie kobietą, która dąży do wytyczonego sobie celu, a my mimowolnie jej kibicujemy! Nie znajdziemy tu naiwności: każda z postaci prowadzi pewną grę, która wymaga sprytu, inteligencji i odpowiednich sojuszników. Postacie kobiece są tu albo całkowicie przezroczyste, albo narysowane mocną, pełną charakteru kreską! Lektura „Córek niczyich” zajęła mi cały tydzień, ale nie był to z pewnością czas stracony. Wilkie Collins przeniósł mnie w inny świat, pełen intryg i konwenansów, doprawiając historię fantastycznymi wątkami detektywistycznymi pełnymi nieoczekiwanych zwrotów akcji. Z czystym sumieniem i wypiekami na twarzy po przeczytaniu ostatniego rozdziału polecam „Córki niczyje” jako lekturę, nie tylko wakacyjną!
Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)
Wilkie Collins, „Córki niczyje”, Kraków, Wydawnictwo MG, 2016
Komentarze