„Czarna Madonna” – recenzja

Recenzja książki „Czarna Madonna”.
Ratuj Madonno!

Kiedy otrzymałam świeżutki, pachnący jeszcze farbą drukarską egzemplarz najnowszej powieści Remigiusza Mroza, miałam nadzieję, że ta książka okaże się perłą wśród thrillerów. Sam autor napisał, że ma szczerą nadzieję, iż powieścią choć odrobinę przestraszy czytelnika. Owszem udało mu się to znakomicie. Mocno się wystraszyłam, ale tylko i wyłącznie spadkiem jego literackiej formy.

Filip – główny bohater, a zarazem były ksiądz – otrzymuje w środku nocy informację, że Boeing 747 irlandzkich linii lotniczych, który miał wylądować w Tel Awiwie, zginął gdzieś w okolicach Morza Śródziemnego. Może to wydarzenie nie byłoby dla niego zbyt interesujące, gdyby nie fakt, że na pokładzie samolotu wraz z ponad 500 pasażerami znajdowała się jego narzeczona – Aneta. Na początku wszyscy są przekonani, że samolot się znajdzie, tym bardziej, że co jakiś czas maszyna wysyła sygnały z transpordera. Jednak prowadzone przez Filipa śledztwo sprawia, że optymizm ustępuje miejsca strachowi, a następujące po sobie przerażające wydarzenia każą wątpić w racjonalne wytłumaczenia zaginięcia Boeinga…

Byłam i jestem wielką fanką Mroza. Zaczytywałam się w „Behawioryście”, oszalałam na punkcie Chyłki i Zordona, obgryzając paznokcie śledziłam losy bohaterów polskiej wersji House of Cards. „Czarna Madonna” to pierwsze starcie autora z gatunkiem jakim jest thriller i szczerze powiedziawszy – niezbyt udane. Powieść ta bowiem w dorobku autora jest literackim Minotaurem – zbyt brzydka, aby wypuścić ją dla szerszej publiczności. Mróz nigdy nie krył się z tym, że jego pisarskim autorytetem jest King, a jak napisał w Posłowiu do „Czarnej Madonny” - jego „niepokój budzi to, co nienadprzyrodzone – czyli zwykłe, ludzkie zło”. Nie mam pojęcia dlaczego autor bojąc się normalnego zła, stworzył powieść, w której nakarmił czytelników najbardziej wyświechtanymi efektami paranormalnymi. Czy aby na pewno quasi - literacki  mix „Egzorcysty”, „Paranormal Activity” i „Przejścia” jest najlepszym pomysłem na mrożącą krew w żyłach powieść?

Ponadto czytając „Czarną Madonnę” miałam nieodparte wrażenie, że autor podczas pisania nie nadążał za swoimi myślami. Kolejne bomby wybuchają po sobie bez ładu i składu, a czytelnik zostaje rzucony w sam środek akcji, w której nie ma ani logiki, ani zamysłu. Czarę goryczy przelała bardzo słaba konstrukcja bohaterów – ludzi do opisania których wystarczy jedno słowo.

Uwielbiam Remigiusza Mroza. Naprawdę. Jednak po przeczytaniu „Czarnej Madonny” wolałabym, aby autor nie zapuszczał się więcej w te literackie rewiry i pozostał przy pisaniu thrillerów prawniczych, które wychodzą mu dużo lepiej. Mimo mojej wielkiej sympatii do autora nie polecam „Czarnej Madonny”. Strata czasu, strata pieniędzy i ogromna frustracja.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Remigiusz Mróz, „Czarna Madonna”, wyd. Czwarta Strona, Poznań, 2017 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat