„Czas zapomnienia. Kair, czwarta rano” jest kontynuacją „Czasu zapomnienia. O północy w Berlinie”. Jest też kolejną powieścią, która totalnie nie przypadła mi do gustu.
W powieści kontynuowany jest wątek tajemniczych morderstw w Berlinie, które łączy to, że każda z ofiar podczas wojny przebywała w Afryce Północnej. Oczywiście główną podejrzaną staje się Ann – Katrin, z którą śledczy, Connor Evans, nawiązał kilka lat wcześniej płomienny romans. Mimo wskazujących na kobietę poszlak, Evans nie wierzy w jej winę i zaczyna prowadzić śledztwo na własną rękę. W tym tomie do ofiar dołącza handlarz diamentów, z którym współpracował dziadek Ann. I chyba to wątek dziadka jest w całej powieści najciekawszy. Owszem, był kolonizatorem, jednak ożenił się z jedną z miejscowych dziewczyn, którą kochał i z którą był szczęśliwy, a tubylców traktował po ludzku, jak równych sobie.
Dużą część powieści zajmują rozterki Ann, rozterki Connora i dochodzenie Erika. W porównaniu do poprzedniej części ta wypada lepiej z prostego powodu – znajdujemy tu rozwiązanie zagadki tajemniczych morderstw, która była wiodącym wątkiem w całej dylogii.
Autorka bardzo dużo miejsca poświęca opisowi niemieckich osadników w Afryce Południowej; opowiada o tym, jak Niemcy traktowali rdzenną ludność; jak wykorzystywali ją do niewolniczych prac, zabierając zarazem ich dobytki i ziemie. Jak widać Niemcy jako naród mordowanie i wzbogacanie się kosztem innych mają po prostu we krwi. Zostało im to do dzisiaj. W mojej opinii ten wątek był najciekawszy; podobał mi się dużo bardziej aniżeli prowadzone śledztwo.
Jeżeli chodzi o tę powieść autorki, to zarzuty mam do niej niemal identyczne jak do poprzedniej: ogromny chaos w fabule, zmieniające się co chwila wątki, przestrzenie czasowe i miejsca oraz brak przejrzystości w kreowaniu relacji pomiędzy bohaterami. Ogromnym utrudnieniem dla czytelników jest fakt, że książka będąc kontynuacją, nawet w skrócie nie wyjaśnia tego, co miało miejsce w poprzednim tomie. Jeżeli więc ktoś, niefortunnie, chce zacząć swoją przygodę z „Czasem zapomnienia” od tomu drugiego, polegnie totalnie przez nieznajomość poprzednich losów bohaterów i przez ten ogromny bałagan w książce.
Cóż, to spotkanie z twórczością autorki zaliczam do nieudanych, ale wychodzę z założenia, że książka to nie jest zupa pomidorowa, którą wszyscy muszą lubić. Z pewnością znajdą się osoby, dla których dylogia „Czas zapomnienia” okaże się fantastyczną przygodą czytelniczą. Ja po jej przeczytaniu czułam się po prostu zmęczona. Zmęczona przewidywalnością bohaterów, relacją między nimi, ciągłymi przeskokami i napakowaniem książek podręcznikową wiedzą. Naprawdę, wolę chyba jednak Joannę Jax w obyczajowo – historycznych odsłonach.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Joanna Jax, „Czas zapomnienia. Kair, czwarta rano”, Skarpa Warszawska, Warszawa, 2024.
Komentarze