„Czas w dom zaklęty” - recenzja

Recenzja książki „Czas w dom zaklęty”.
Historie rodzinne owiane są często tajemnicami oraz skrywają wiele sekretów. Czy zawsze najlepszym wyjściem jest poznanie ich wszystkich? Lepiej unikać tematu, czy dociekać aż do skutku?

Główną bohaterką powieści jest Ruta, która od zawsze marzyła, żeby zostać malarką. Wychowywała się w mazurskim miasteczku, gdzie pielęgnowała swoje marzenia i ćwiczyła, aby być coraz lepsza. Dom rodzinny bohaterki przedstawiony jest jako przeklęte miejsce. Ruta chce odkryć, co się stało przed wojną oraz dlaczego robiona jest z tego tak wielka tajemnica. Czy historia sprzed lat ma skutki w teraźniejszości? Czy dom może być przeklęty? Czy Ruta poradzi sobie, kiedy odkryje całą prawdę?

„Czas w domu zaklęty” to klimatyczna opowieść osadzona w pięknych, mazurskich krajobrazach. Właśnie w takich okolicach wychowała się Ruta. Dziewczyna sukcesywnie poznaje piękno i kulturę swojej rodziny. W życiu musiała radzić sobie z toksyczną sąsiadką, która swoim zachowaniem doprowadziła do niejednej tragedii. Jej losy, opisane w książce, przedstawione są od wczesnych lat aż do dorosłości.

Fabuła książki opisuje życie matki i córki w pięknym domu - ich problemy, rozterki oraz wzajemne relacje. Sielankę niszczy namolna sąsiadka, która co chwilę wymyśla nowe sposoby, aby tylko sprawić im przykrość. Mama głównej bohaterki stara się rozmawiać, wyjaśniać. Na początku bagatelizuje sprawę i nie przejmuje się ciągłym pretensjami. Z czasem te stają się coraz bardziej uciążliwe, jednak nadal nie rezygnuje z domu. Inaczej jest z Rutą, która nie potrafi zrozumieć zachowania Serafiny. Co chwilę dochodzi do jakiś scysji. Mimo że układa sobie życie, to ciągle ma pod górkę. Ostatecznie dochodzi do kilku tragedii, które doprowadzają kobietę do ucieczki.

Jest to słodko-gorzka powieść, w której pokazane są różnice pokoleniowe. Bardzo wyraźnie został zarysowany katolicyzm sąsiadki. Jak na osobę wierzącą jest bardzo zazdrosna, wyprana z jakiejkolwiek empatii. Widać, że wychodzi z założenia: skoro mi się nie udaje, to innym też nie będzie. Katarzyna Enerlich pięknie pokazała, że młodsze pokolenie może mieć lepiej poukładane w głowie niż osoby starsze. To pouczające i ważne przesłanie.

Podoba mi się styl pisania autorki. Jest lekki, ale zarazem obrazowy. Książkę czyta się bardzo szybko. Twórczyni maluje przed czytelnikiem piękne krajobrazy mazurskich terenów, ale nie tylko. Jest nawet trochę Torunia i Krakowa. Całość dopełniają piękne obrazy oraz pocztówki. To moja pierwsza styczność z autorką, ale na pewno nie ostatnia. Pani Katarzyna ma talent do kreowania ciekawej historii i okraszania jej interesującym językiem. Sytuacja zmienia się ze strony na stronę. Bardzo byłam ciekawa jak utarczki z Serafiną się zakończą. Nie chcę zdradzać za dużo z fabuły, ale uwierzcie mi – dzieje się.

Mimo wielu pozytywów, mam jeden minus. Nie potrafiłam złapać więzi z bohaterami. Żaden z nich nie przypadł mi bardziej do gustu - nawet Ruta, na którą tak liczyłam. W książce jest wiele kobiet, które nie potrafią walczyć o swoje. Jakiekolwiek próby są porzucane przy najdrobniejszej przeszkodzie. Dawno nie spotkałam się z taka sytuacją w powieści. Dodatkowo, niektóre wątki są zaczęte, a inne wielokrotne powtarzane. Szkoda, bo niekonsekwencja psuje odbiór. Całościowo polecam, jeśli nie przeszkadza wam przy czytaniu brak sympatii do bohaterów.

Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)

Katarzyna Enerlich, Czas w domu zaklęty, Wydawnictwo MG, 2018, Warszawa



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat