„Czwarta Małpa” - recenzja

Recenzja książki „Czwarta Małpa”.
Kryminał zaczynający się od śmierci złoczyńcy.

Od kilku lat w Chicago ofiarami zbrodni padają córki bogaczy zbijających majątek w nielegalny sposób. Choć nie ma cienia wątpliwości, kto jest prawdziwym celem, kolejne kobiety są porywane i żywcem pozbawiane ucha, oczu i języka, a te następnie lądują w elegancko zapakowanych na prezent pudełkach wysyłanych w dwudniowych odstępach czasu do ich ojców. Makabryczny i dopracowany w szczegółach rytuał jest inspirowany japońską rzeźbą przedstawiającą trzy małpki: zasłaniającą uszy Kikazaru („nie słyszę nic złego”), zakrywającą oczy Mizaru („nie widzę nic złego”) oraz przytykającą łapy do pyska Iwazaru („nie mówię nic złego”). Niewinność okaleczonych dziewczyn i wiadomości pozostawiane przy zwłokach odnoszą się do alegorycznej tytułowej czwartej małpy, która nie czyni nic złego.

Na nieuchwytnego psychopatę pod pseudonimem Zabójcy Czwartej Małpy / #4MK bezskutecznie poluje zespół mundurowych ze starającym się uporać z prywatną tragedią Samem Porterem na czele. Wszystko zmienia się, gdy pod kołami miejskiego autobusu ginie człowiek posiadający przy sobie przedmioty wskazujące na to, że to właśnie on odpowiada za śmierć potomstwa kryminalistów. Czyżby samozwańczy stróż moralności postanowił ze sobą skończyć, czy może też uległ zwykłemu wypadkowi? W końcu chodzą one nie tylko po szarych, nieznęcających się na nikim ludziach, więc być może tym razem ślepy los postanowił wyręczyć policję z zadania pozbycia się mordercy. Wątpliwości dotyczące tożsamości denata i okoliczności zgonu muszą jednak zejść na dalszy plan. Pierwotne uczucie ulgi znika bowiem bez śladu, gdy okazuje się, że wśród znalezionych przy ciele rzeczy znajduje się szkatułka z odciętym uchem. Rozpoczyna się szaleńczy wyścig z czasem, by uratować skrywaną przed światem nieślubną córkę potentata rynku nieruchomości.

Pomysł, by rozpocząć historię w momencie, na który zwykle trzeba czekać kilkaset stron, zdecydowanie wyróżnia książkę J. D. Barkera. Autor mógł jednak sobie na to pozwolić, gdyż podobno ma już zaplanowaną całą serię kontynuacji (druga część wychodzi w USA za nieco ponad trzy miesiące) i prequeli, a także sprzedane serwisowi CBS All Access prawa do ekranizacji. Cieszy mnie ten fakt, ponieważ czytając miałam nieodparte wrażenie, że ta opowieść ma duże szanse wypaść na ekranie znacznie lepiej niż w mojej wyobraźni, zakładając, że pozwoli to na pozbycie się dłużyzn i utemperowanie dość irytujących scen, w których jedna z bohaterek mówi, a nawet kłóci się sama z sobą. Na uwagę zasługuje również fakt, iż poza tym, że obserwujemy typową pracę detektywów i osobisty dramat Portera (początkowo uznałam ten wątek za zbędny, pod koniec minimalnie zmieniłam zdanie), mamy również szansę prześledzić wspomnienia z patologicznego dzieciństwa #4MK. Zajrzenie do zapisków z pamiętnika i wejście w umysł dojrzewającego degenerata jest z pewnością najbardziej zapadającym w pamięć elementem „Czwartej małpy”.

Powieść dotyka jednak bolączka wielu, o ile nie większości, pozycji tego gatunku – czarny charakter znów zdaje się po stokroć bardziej ciekawą i absorbującą postacią niż jego oponent, tym bardziej ciężko jest zrozumieć, czemu morderca ma obsesję na punkcie tego konkretnego gliniarza. Wydaje się, że pisarzom znacznie łatwiej jest wymyślić mrożące krew w żyłach modus operandi i scenariusze traumatycznych przeżyć, które sprawiły, że ten zły jest tak zły niż spróbować wyrwać tego dobrego z szufladki „ultraheroiczny, styrany życiem, powinniście go polubić”.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

J. D. Barker, „Czwarta Małpa”, Warszawa, Wydawnictwo Czarna Owca, 2018 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat