„Dama z perłą” – recenzja

Recenzja książki „Dama z perłą”.
Nie każda kobieta ubrana w perły jest szczęśliwa.

Marilyn Monroe śpiewała, że „Diamonds Are a Girl’s Best Friend”. Gdyby jej kariera rozbłysła pół wieku wcześniej i miałaby przyjemność poznać Daisy Hochberg von Pless, z pewnością słowo „diamenty” zamieniłaby na „perły”. Najgorzej, gdy to właśnie drogocenne kamienie okazują się jedynymi powiernikami…

Literatura biograficzna bywa trudna. Łatwo popaść w suchą kronikę wydarzeń albo przeciwnie – pozwolić, by fikcja całkowicie przesłoniła prawdę. Sylwia Winnik od lat udowadnia jednak, że potrafi znaleźć niezwykle delikatną równowagę między dokumentem a literaturą. W „Damie z perłą” nie tylko opowiada historię Daisy von Pless, jednej z najbardziej fascynujących kobiet przełomu XIX i XX wieku, ale przede wszystkim przywraca jej głos. Głos kobiety, której przez dziesięciolecia przypisywano przede wszystkim urodę, bogactwo i słynny sznur pereł, zapominając, że za tym olśniewającym wizerunkiem kryła się osoba boleśnie doświadczana przez życie.

Prawdziwa Daisy – Mary Theresa Olivia Cornwallis-West – była postacią niezwykłą. Angielska arystokratka, która po ślubie z Hansem Heinrichem XV Hochbergiem zamieszkała w Książu i Pszczynie, bardzo szybko stała się jedną z najbardziej podziwianych kobiet Europy. Zachwycała inteligencją, urodą i charyzmą. Przyjaźniła się z koronowanymi głowami, obracała się w najwyższych kręgach arystokracji, angażowała się w działalność dobroczynną, troszczyła się o najuboższych mieszkańców Śląska i podczas I wojny światowej pracowała jako pielęgniarka. Z zewnątrz wydawała się kobietą, której los ofiarował wszystko.

Sylwia Winnik pokazuje jednak, że historia rzadko bywa tak prosta. Autorka zagląda tam, gdzie nie sięgają podręczniki historii. Nie interesują jej wyłącznie daty, pałacowe bale czy polityczne wydarzenia. Najważniejsze staje się to, co niewidzialne – emocje, rozterki, samotność i nieustanne poszukiwanie własnego miejsca. Dzięki temu Daisy przestaje być ikoną z archiwalnych fotografii. Staje się kobietą, którą można zrozumieć.

Daisy żyje w świecie, który wymaga od niej perfekcji. Powinna być piękna, elegancka, dyskretna, oddana rodzinie i reprezentować nazwisko Hochbergów z nienaganną godnością. Jednak pod ciężarem tych oczekiwań coraz mocniej odzywa się jej prawdziwe „ja” – kobieta pragnąca miłości opartej na partnerstwie, szacunku i bliskości. Autorka niezwykle subtelnie pokazuje, jak niszcząca może być samotność przeżywana wśród ludzi. To jeden z najmocniejszych motywów książki. Daisy niemal nieustannie otaczają dworzanie, służba, goście, politycy i członkowie rodziny, a mimo to pozostaje głęboko samotna. Nie dlatego, że nie ma z kim rozmawiać, lecz dlatego, że niewiele osób naprawdę dostrzega jej emocje. Ta samotność nie jest głośna. Nie wybucha dramatycznymi scenami. Jest cicha, powolna i przez to niezwykle przejmująca.

Styl autorki jest pełen szlachetnej prostoty. Nie potrzebuje efektownych metafor ani nadmiaru ozdobników, by poruszyć czytelnika. Pisze z ogromnym wyczuciem rytmu, pozwalając emocjom dojrzewać powoli. Zdania są melodyjne, spokojne, nasycone refleksją. Autorka nie narzuca interpretacji. Zostawia przestrzeń na ciszę, na własne przemyślenia czytelnika. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie również to, jak Winnik potraktowała sam pałac Książ. Nie jest on jedynie miejscem akcji. Staje się niemal pełnoprawnym bohaterem powieści – świadkiem wielkiej miłości, rozczarowań, przemijania i upadku świata, który wydawał się niezniszczalny. Monumentalne wnętrza kontrastują z coraz większym osamotnieniem Daisy. Im większy pałac, tym bardziej odczuwa się pustkę jego komnat. To niezwykle sugestywna metafora życia bohaterki.

Autorka nie ucieka również od trudnych kart biografii Daisy – rozpadu małżeństwa, utraty pozycji, problemów finansowych czy dramatycznych wydarzeń związanych z dwiema wojnami światowymi. Nie szuka sensacji. Każde wydarzenie staje się kolejnym etapem dojrzewania bohaterki. Czytelnik obserwuje kobietę, która stopniowo traci wszystko, co definiowało ją w oczach świata, a jednocześnie odkrywa własną siłę i godność.

Największą wartością tej książki jest jej ponadczasowość. Choć opowiada o kobiecie żyjącej ponad sto lat temu, trudno nie odnaleźć w Daisy współczesnych doświadczeń. Presja społecznych oczekiwań, konieczność spełniania cudzych wyobrażeń, pragnienie niezależności, potrzeba emocjonalnego bezpieczeństwa czy walka o zachowanie własnej tożsamości – wszystko to brzmi zaskakująco aktualnie.

Jedynym, do czego mogę się – pisząc kolokwialnie – przyczepić, jest redakcja tekstu – a właściwie jego brak. Sporo znalazłam tu błędów interpunkcyjnych i językowych. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że coś zawsze może umknąć, ale tej powieści zdecydowanie przydałoby się nieco dopieszczenia pod tym względem.

Po zakończeniu lektury nie pamięta się już przede wszystkim o słynnych perłach Daisy ani o jej pałacach. W pamięci pozostaje jej odwaga, wrażliwość i ogromna tęsknota za zwyczajnym szczęściem. I to chyba największy sukces tej lektury. Sprawiła, że legenda ustąpiła miejsca człowiekowi.

„Dama z perłą” nie jest tylko opowieścią o Daisy von Pless. Jest historią o każdej kobiecie, która próbuje zachować siebie w świecie pełnym oczekiwań. O tym, że najpiękniejsze klejnoty nie błyszczą na szyi, lecz rodzą się z doświadczeń, cierpienia, odwagi i miłości. To jedna z tych książek, które zostawiają po sobie coś więcej niż wzruszenie. Pozostawiają cichą refleksję, że historia nie składa się wyłącznie z dat i wielkich wydarzeń. Tworzą ją ludzie – ze swoimi marzeniami, lękami, niedoskonałościami i nadzieją. A Sylwia Winnik potrafi opowiadać o nich z wyjątkową czułością i szacunkiem.

Anna Stasiuk

Sylwia Winnik, „Dama z perłą”, Flow, Warszawa, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat