Trzeci tom sagi o rodzinie Szymczaków przypada na przełom lat 50- tych i 60 – tych XX w., kiedy do władzy dochodzi Władysław Gomułka, SB straszy kogo chce, fabrykując dowody, a ZOMO bezlitośnie kara wszelkie przejawy „naruszania porządku publicznego”. Mogłoby się wydawać, że mimo wielu niedogodności, które niósł za sobą ówczesny system polityczny, w rodzinie zapanował spokój; że nadszedł wreszcie kres spadających na nią plag. Bronek odnalazł szczęście u boku ukochanej Bogusi, Andrzej oczekuje potomka; nawet Julia powoli zapomina o traumatycznych przeżyciach.
Niestety „nic nie może przecież wiecznie trwać” , dlatego początkową sielankę i nadzieje na lepsze zostają zniszczone nie tylko przez partyjną politykę, ale przez ludzkie słabości i rodzinne konflikty. Autorka w tej części pokazała bolączki, z którymi musieli zmierzyć się nasi bohaterowie. Nie zabraknie tu więc: alkoholizmu, zdrady, problemów związanych z bezpłodnością, zazdrości czy kłopotów mieszkaniowych. Wszystko to zostało głęboko osadzone w historii Nowej Huty, która w ówczesnym czasie przeżywała swój rozkwit. To właśnie tam budowano największy w Polsce kombinat metalurgiczny oraz nowoczesne osiedla robotnicze. To właśnie Nowa Huta była tą dzielnicą, która nie posiadała swojej świątyni. Walka o kościół, o krzyż – symbol wiary oraz o wolność wyznania stała się osią tej powieści. Wszystkie historyczne momenty możemy obserwować oczami członków rodziny Szymczaków, którzy biorą czynny udział w pamiętnych wydarzeniach.
Czytanie sagi rozpoczęłam oczywiście od tomu trzeciego, bo nie byłabym sobą, gdybym zaczęła coś od początku. Kiedy przeczytałam egzemplarz „Drzew szumiących nadzieją” z wywieszonym językiem pobiegłam do najbliższej księgarni, aby zakupić sobie poprzednie tomy tej serii, którą jestem absolutnie oczarowana.
Twórczość pani Edyty Świętek jest mi bardzo bliska. Jej powieści, (chociażby „Miód na serce”) mimo że nie są lukrowanymi opowieściami, zawsze pozwalają spojrzeć na problem z innego punktu widzenia. Udowadniają, że nic nie dzieje się przypadkiem; że nawet z największego zła i brudu można wyprowadzić chociażby jedną iskierkę dobra, która rozświetli całe życie.
„Drzewa szumiące nadzieją” to jedna z tych powieści, które zostaną ze mną na zawsze. To powieść o ludziach takich jak my – ułomnych, targanych namiętnościami, pragnących spełniać swoje marzenia. To powieść, która na piedestał wynosi znaczenie rodzinnych więzi. I wreszcie to część serii, która mogłaby się nie kończyć. Mam nadzieję, że nie będę musiała czekać zbyt długo na czwartą część serii.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Edyta Świętek, „Drzewa szumiące nadzieją”, Replika, Zakrzewo, 2017 r.
Komentarze