„Dzieciołap” – recenzja

Recenzja książki „Dzieciołap”.
Jedynie ci, którzy zostali naznaczeni przez śmierć, mogą ocalić żywych. Powieść pełna mroku, niezwykłego klimatu, pozbawiona kompromisów. Historia fantasy z elementami kryminału.

W ściekach życie dzieci nie jest nic warte. W tym miejscu sieroty, osoby niepełnosprawne i odrzucone przez społeczeństwo giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Nikt nie decyduje się na odnalezienie sprawcy. Do czasu...

Głównym bohaterem książki jest Samuel Reichling, tytułowy dzieciołap znad Nestry. Można go rozpoznać już po samym wyglądzie, gdyż nosi bardzo charakterystyczny kapelusz z rondem oraz długi płaszcz. Jego towarzyszką jest Roan, a dokładniej bogini ukryta w ciele sześcioletniej dziewczynki. Jest to bardzo niepozorny i zaskakujący duet, który wbrew pozorom idealnie się uzupełnia. 

Akcja powieści toczy się w Lunde. Jest to smutne i brudne miasto, gdzie giną dzieci. Samuel i Roan muszą zmierzyć się ze złem, które czai się w mrocznych zaułkach i ciemnych kanałach. Nie jest to subtelna i grzeczna powieść. To przerażająca historia, w której zło wyłania się z każdego zakamarka. Na szczególne uznanie zasługuje styl autorki, która szczegółowo zbudowała atmosferę niepokoju, strachu. Wszystkie opisy są tak dokładne i autentyczne, że czytając tę książkę, możemy wyobrazić sobie wszystkie te sceny, czując się niemal jak w kinie. Przez całą lekturę odczuwałam lęk, niepokój, ale i zaciekawienie, gdyż do końca nie możemy przewidzieć, gdzie zaprowadzi nas fabuła.

Brawa należą się za wykreowanie głównych bohaterów, którzy są autentyczni i przykuwają uwagę czytelnika. Samuel w pełni nie godzi się ze swoim losem, a Roan z czasem zauważa w sobie potrzebę człowieczeństwa. Oprócz głównych bohaterów możemy spotkać także postacie drugoplanowe, które również są bardzo oryginalne. Dzięki nim właśnie możemy poczuć realność tego brudnego i zdeprawowanego świata. Wprowadzenie wątku kryminalnego uważam za świetne posunięcie. Został on poprowadzony całkiem ciekawie bez niepotrzebnego kombinowania. Muszę wspomnieć o tym, że czasami tempo powieści nie jest równe i trudno zorientować się, kto jest kim w tej opowieści. Mimo tego jednego mankamentu jest to intrygująca i zaskakująca pozycja, która zachęca do zapoznania się z pozostałą twórczością autorki. Mocno zaciekawił mnie także motyw śmierci w powieści, gdyż został on tutaj wskazany jako element przejścia i transformacji, a nie jedynie końca życia.

„Dzieciołap” jest definitywnie powieścią dla tych, którzy nie boją się mroku, brutalnych opisów i mocnych emocji. Ta książka naprawdę robi wrażenie i pozostawia czytelnika z burzą różnorodnych uczuć. Przekonajcie się zresztą sami.

Ewelina Makoś
(ewelina.makos@dlalejdis.pl)

Agnieszka Miela, „Dzieciołap”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat