Od pierwszych stron dałam się całkowicie wciągnąć w ten gęsty, skrupulatnie utkany świat i muszę przyznać, że podczas czytania towarzyszyła mi prawdziwa karuzela emocji – od paraliżującego niepokoju, przez czystą ekscytację, aż po podziw dla pisarskiego kunsztu autora.
Przeniesienie akcji w kulisy Letnich Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 2012 roku okazało się bardzo dobrym posunięciem, które od razu kupiło moją uwagę. Jako czytelniczka uwielbiam fabuły osadzone w tak wyrazistych, bliskich nam realiach. Pamiętam atmosferę tamtych dni, więc czytając o cieniu międzynarodowego spisku wiszącym nad globalnym świętem sportu, czułam niemal fizyczny ścisk w żołądku. Zegar nieubłaganie tyka, do ceremonii otwarcia zostały zaledwie dwa tygodnie, a stawka z każdym rozdziałem rośnie w zastraszającym tempie.
Archer doskonale wie, jak budować napięcie – każda kolejna strona wywoływała we mnie to cudowne, czytelnicze podenerwowanie. Ogromnym atutem tej powieści są także bohaterowie i ich psychologiczne pojedynki. Postać komendanta Williama Warwicka wzbudziła moją sympatię, a w tym finałowym tomie zyskała jeszcze większą głębię.
Czułam głęboki podziw dla jego zimnej krwi, błyskotliwości i niezłomności, ale jednocześnie towarzyszył mi lęk o jego los. Warwick staje bowiem oko w oko z przeciwnikiem wybitnym i całkowicie pozbawionym skrupułów... Mój zachwyt wzbudził sposób, w jaki zaprezentowano tę wyrafinowaną grę w kotka i myszkę. Każdy ruch na tej geopolitycznej planszy, każdy zwrot akcji sprawiał, że głośniej wstrzymywałam oddech. Prawdziwy strateg zbrodni i bezwzględny zabójca kontra człowiek, dla którego sprawiedliwość to kwestia honoru – ten duet trzymał mnie w ciągłym napięciu.
Szczególnie poruszył mnie wątek ukazujący kulisy władzy i ukryte korytarze, w które trafia nasz bohater. Lektura zmuszała mnie do nieustannych refleksji nad tym, jak niewiele dzieli absolutny triumf od katastrofy oraz jak ogromna odpowiedzialność spoczywa na barkach jednostek chroniących nasze bezpieczeństwo. Pościg prowadzący z gwarnych, tętniących życiem ulic Londynu aż do zimnych sal decyzyjnych dał mi niesamowitą frajdę czytelniczą, przypominając, za co tak bardzo kocham dojrzałą, klasyczną sensację.
Gdy przewracałam ostatnią stronę, poczułam mieszankę satysfakcji i smutku, że to już koniec tej przygody. „Ostatnia rozgrywka” to świetnie skonstruowany, trzymający w napięciu do ostatniej sekundy finał, który dostarczył mi mnóstwa niezapomnianych emocji. Polecam!
Daria Konieczna
Jeffrey Archer, „Ostatnia rozgrywka”, Wydawnictwo Rebis, Poznań, 2026.
Komentarze