„Tam, gdzie szepczą trawy” – recenzja

Recenzja książki „Tam, gdzie szepczą trawy”.
Gdy brałam do ręki powieść Małgorzaty Czapczyńskiej „Tam, gdzie szepczą trawy”, nie spodziewałam się, jak głęboko trafi do mnie ta historia. Zaczyna się niepozornie – od codziennej, cichej walki, jaką Róża i Michalina staczają, opiekując się ciężko chorym Franciszkiem.

Jako kobieta natychmiast odnalazłam w ich postawie coś bliskiego. Czapczyńska z niezwykłą empatią opisuje trudy opieki nad bliskim, zmęczenie, bezsilność, ale też cichą, heroiczną miłość, która każe nam trwać przy drugim człowieku do samego końca. Ta prozaiczna codzienność uderzyła mnie swoją autentycznością – przecież każda z nas na jakimś etapie życia mierzy się z ciężarem odpowiedzialności za drugą osobę, z lękiem przed stratą i nieuchronnością przemijania.

Jednak w miarę jak przewracałam kolejne strony, czułam, że pod tą warstwą obyczajową kryje się coś znacznie głębszego, znacznie bardziej niepokojącego. Okazało się, że nieuleczalna choroba Franciszka to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Autorka powoli, z wyczuciem oddziela kolejne warstwy rodzinnej tajemnicy, ujawniając cień, który kładzie się na bohaterach od pokoleń – cień Wołynia i powojennych przesiedleń na Ziemie Odzyskane.

To właśnie ten historyczny rys sprawił, że lektura tak mną wstrząsnęła. Czytając o losach tych, którzy przetrwali piekło rzezi wołyńskiej, a potem musieli zapuścić korzenie w nowym, obcym miejscu, czułam ścisk w gardle. Zastanawiałam się, jak to jest budować własny dom na ruinach cudzego świata, na ziemi, która wciąż pamięta nieprzepracowaną tragedię. Czapczyńska genialnie pokazuje, że trauma nie znika wraz z upływem lat. Ona milczy, utaja się w domowych kątach, przechodzi w gestach, spojrzeniach i niedomówieniach z rodziców na dzieci, z dziadków na wnuki.

Podczas lektury wielokrotnie łapałam się na refleksji nad własną rodziną i tym, ile niespłaconych długów i niewypowiedzianych żali niesiemy w sobie. To niesamowite, jak proza Czapczyńskiej potrafi zmuszać do introspekcji. Chociaż historia osadzona jest w konkretnych realiach historycznych, jej trzonem są uniwersalne trudy życia, z którymi może utożsamić się każda z nas. To opowieść o szukaniu własnej tożsamości, o przebaczeniu, które bywa trudniejsze niż sama pamięć, i o próbie posklejania własnego świata, gdy wokół wszystko się wali.

Towarzysząc Róży i Michalinie, czułam pełną gamę emocji – od przejmującego smutku, przez bunt, aż po cichą nadzieję. Autorka daje nam bowiem do zrozumienia, że choć przeszłości nie da się zmienić, a ból jest nieodłączną częścią ludzkiej egzystencji, to właśnie w relacjach z drugą osobą możemy odnaleźć ukojenie.

„Tam, gdzie szepczą trawy” to literatura dojrzała, poruszająca i zostawiająca w czytelniku ślad na długo po zamknięciu książki. Pozostawiła mnie z poczuciem, że warto słuchać tego, co „szepczą” nasze własne korzenie – bo tylko rozumiejąc, skąd idziemy, jesteśmy w stanie naprawdę pojąć, kim jesteśmy…

Daria Konieczna

Małgorzata Czapczyńska, „Tam, gdzie szepczą trawy”, Wydawnictwo Flow, Gdańsk, 2026.



Komentarze




Newsletter

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat