„Echa przeklętych” – recenzja

Recenzja książki „Echa przeklętych”.
Przeszłość potrafi wrócić ze zdwojoną siłą w najmniej oczekiwanym momencie. Przedwojenna Łódź, rodzinne tajemnice i miłość, która potrafi ranić i uskrzydlać jednocześnie. Sandra Nikoniuk dopiero zaczyna.

„Echa przeklętych” autorstwa Sandry Nikoniuk to książka, która wyraźnie pokazuje, że mamy do czynienia z opowieścią zaplanowaną jako całość – wielowątkową, rozpisaną na więcej niż jeden tom i mocno zakorzenioną w przeszłości. To kontynuacja, o czym warto uprzedzić już na wstępie, bo bez znajomości pierwszej części początki mogą być dla czytelnika dość wymagające. Autorka nie wraca szeroko do wcześniejszych wydarzeń, nie tłumaczy relacji krok po kroku, zakładając, że odbiorca zna już ten świat. Trzeba więc dać sobie chwilę, by ponownie „wejść” w historię i odnaleźć się w gąszczu postaci oraz rodzinnych powiązań.

Autorka przenosi nas do Łodzi, gdzie pewnego mroźnego wieczoru do drzwi Łucji i Tadeusza puka tajemnicza dziewczyna, która szuka schronienia po śmierci matki. Łucja postanawia zaopiekować się Elizą, ale wraz z nią do jej domu wracają echa przeszłości, które komplikują relacje między bohaterami. Mnóstwo tu bolesnych momentów. Śmierć towarzyszy naszym bohaterom od samego początku, a miłość, bądź jej brak, potrafi zranić ich bardzo głęboko. Sandra Nikoniuk sprawia, że snujemy domysły, odtwarzamy drzewo genealogiczne bohaterów i na końcu zostajemy z pytaniami, nie dostając na razie żadnej odpowiedzi.

To nie jest książka, która skupia się na jednym bohaterze czy jednym dramacie. Wręcz przeciwnie – mamy tu do czynienia z sagą rodzinną, w której przeszłość nieustannie splata się z teraźniejszością, a decyzje sprzed lat rzucają długi cień na kolejne pokolenia. Nikoniuk bardzo sprawnie pokazuje, że w rodzinnych historiach nic nie ginie: niewypowiedziane słowa, przemilczane winy i stare urazy powracają.

Język książki jest oszczędny, momentami surowy, ale bardzo konsekwentny. Autorka nie epatuje emocjami wprost – raczej pozwala im wybrzmieć między wierszami. Dialogi są naturalne, a opisy wyważone, co sprzyja skupieniu się na relacjach i wewnętrznych przeżyciach postaci. To styl, który nie próbuje uwodzić fajerwerkami, lecz cierpliwie buduje atmosferę niepokoju i napięcia, stawiając wiele znaków zapytania. Miłośnicy wartkiej akcji będą zawiedzeni, miłośnicy literatury obyczajowej oczarowani. Wprawdzie uzależnienie tej części od poprzedniego tomu bywa barierą dla nowych czytelników, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by zapoznać się z pierwszą częścią sagi.

„Echa przeklętych” są opowieścią o tym, że przeszłość nigdy nie milknie całkowicie. Autorka stawia pytania o odpowiedzialność, o możliwość zerwania z rodzinnym fatum i o cenę, jaką trzeba zapłacić za prawdę. Bardzo mocno wybrzmiewa tu problem dziedziczenia traum. Sandra Nikoniuk rozbudziła moją ciekawość na tyle, że z wielką przyjemnością sięgnę po kolejny tom sagi. Muszę przecież dowiedzieć się, jak potoczą się dalsze losy Elizy i Gerarda, co stanie się z Szymonem i Heleną i kim są tajemnicze bliźnięta (tu akurat mam już pewne podejrzenia).

„Echa przeklętych” to idealna lektura dla osób, które uwielbiają rozbudowane historie rodzinne osadzone w konkretnym kontekście historycznym. Ta historia wciąga, intryguje i podsyca apetyt na więcej. Jak zakończą się losy rodzin Szczerbińskich, Kościeszewskich i Hoffmannów, i czy wszystkie echa przeszłości można uciszyć, a może w niektóre z nich lepiej się wsłuchać? Warto zaczekać na kolejne tomy i przekonać się osobiście.

Anna Wasyliszyn

Sandra Nikoniuk, „Echa przeklętych”, Wydawnictwo Skarpa Warszawska, Warszawa, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat