„Echo kłamstw” - recenzja

Recenzja książki „Echo kłamstw”.
Rzeszowska stomatolog i kobieta z trudną przeszłością spotykają się w świecie pełnym kłamstw. Gdy makabryczne odkrycie burzy spokój, na jaw wychodzą sekrety, które miały zostać na zawsze zapomniane.

Klara Lemańska, ceniona stomatolog, zdaje się prowadzić idealne życie. Ten uporządkowany świat zaczyna się jednak rozpadać, gdy podczas zakupów w galerii handlowej Klara dokonuje makabrycznego odkrycia, które budzi demony przeszłości. Równolegle poznajemy historię Dagmary, kobiety z domu dziecka, która całe życie uczyła się twardych wyborów i milczenia.

„Echo kłamstw” ma przede wszystkim jedną, bardzo ważną cechę: autorka ma naprawdę dobry styl. Narracja jest płynna i sprawna, dialogi są dynamiczne, a technicznie książka stoi na bardzo wysokim poziomie. Moje pierwsze myśli podczas lektury były takie, że w końcu mam w rękach coś napisanego przez osobę z solidnym warsztatem, co sprawiało, że przez tekst dosłownie się płynęło. Niestety ta techniczna sprawność w pewnym momencie zaczęła zderzać się z przeładowaną konstrukcją.

Powieść pisana jest z perspektywy kilku osób i operuje dwiema liniami czasowymi. O ile na początku autorka radziła sobie z tym całkiem sprawnie i ciekawie było poznawać punkty widzenia różnych postaci, o tyle szybko zrobiło się tego po prostu za dużo. Wszystko zaczęło się plątać, a granica między tym, co działo się „wcześniej”, a tym, co „obecnie”, stała się tak nieczytelna, że trudno było się zorientować, w którym punkcie historii aktualnie jesteśmy. Wielka szkoda, że autorka nie skupiła się wyłącznie na Klarze i Dagmarze. To te dwie postacie miały największy potencjał, a łącząca je historia była autentycznie intrygująca i niepokojąca.

Perspektywa Feliksa była dla mnie całkowicie niepotrzebna, podobnie jak postać Martyny, która wydała mi się zbyt szablonowa i trywialna, by wnosić coś istotnego do całości. Również wątek Toski mnie nie przekonał – miałam wrażenie, że został wprowadzony trochę na siłę, żeby zaszokować czytelnika, ale ostatecznie wypadł słabo. Ten nadmiar wątków pobocznych sprawił, że świetny punkt wyjścia, czyli makabryczne odkrycie dokonane przez Klarę na samym początku, zupełnie się rozmył. Zamiast mrocznej, wciągającej historii, dostałam natłok wątków, przez które zapominało się o tym, co w tej opowieści było najważniejsze.

W pewnym momencie napięcie po prostu siadło, a nadmiar wątków pobocznych zaczął mnie męczyć. Ostatnie kilkadziesiąt stron książki właściwie już tylko kartkowałam. Szkoda, bo potencjał był ogromny, a warsztat autorki zasługiwał na lepsze wykorzystanie. Wygląda to tak, jakby autorka chciała upchnąć zbyt wiele pomysłów w jednej powieści. Żałuję, bo to, co było w niej najlepsze, rozmyło się w natłoku treści.

Joanna Adamski

Sylwia Bies, „Echo kłamstw”, Skarpa Warszawska, Warszawa, 2026.




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat