„Granice = wolność” – recenzja

Recenzja książki „Granice = wolność”.
Książeczka dla umysłu, serca i ducha.

Umiejętne stawianie granic – asertywne, z poszanowaniem nie tylko rozmówcy, ale także samego siebie – to podstawa poczucia wolności w kontekście społecznym. Tak wynika już z samego tytułu świeżo wydanej książki Josepha Nguyena: „Granice = wolność. Jak bez poczucia winy wyznaczać granice, które czynią nas wolnymi”. I trudno się z tym nie zgodzić. Brak stawiania granic prowadzi do wyrzekania się swoich potrzeb na rzecz potrzeb innych ludzi. Albo dajemy wejść sobie na głowę, albo nawet nie każemy nikomu wspinać się po naszych plecach, bo sami serwujemy swoją głowę na złotej tacy.

„Granice = wolność” to poradnik z elementami workbooka lub – jak preferuje autor – przewodnik. Ładnie wydany i zachęcający do otwarcia, od pierwszych stron wciąga czytelnika w opowieść o samorozwoju. Nie jest to jednak taki samorozwój, z jakim spotykamy się na co dzień, np. w sferze edukacyjnej czy zawodowej. Nguyen zaprasza czytelnika do rozwijania się w sferze bycia człowiekiem. Prowadzi krok po kroku do większego zrozumienia i empatii wobec samego siebie. I nie chodzi tutaj o współczesny skrajny indywidualizm, w myśl którego najlepiej byłoby odrzucić wszelkie relacje międzyludzkie i skupić się na sobie samym. Autor po to uczy stawiania granic, aby żyć maksymalnie pięknie pośród innych, wraz z nimi.

Element workbookowy pojawia się w rozdziale czwartym. Nguyen proponuje przetestowanie stawiania granic, o którym wcześniej odbiorca jedynie czytał. Sporządzenie „oświadczeń” w formie zdań oznajmujących pełni funkcję oswajania z granicami, które być może czytelnik po zakończeniu lektury będzie miał odwagę postawić. Oczywiście łatwiej coś zapisać, a potem trudniej zrealizować, jednak samo zapisanie stanowi pierwszy krok do zmiany. Moim zdaniem na początek warto popracować nad jednym „oświadczeniem” (postanowieniem), bo im więcej się ich spisze, tym trudniej będzie się za nie zabrać, ale co kto lubi – być może książka trafi w ręce osób zmotywowanych, zdeterminowanych i głodnych dużych zmian tu i teraz.

Ciekawym i być może nietypowym w kontekście stawiania granic wydał mi się rozdział siódmy. Traktuje on bowiem o stawianiu granic… niejako samemu sobie. A w zasadzie myślom, które pojawiają się w naszych głowach, a które przecież nie muszą być zgodne z prawdą (ciekawostka: często nie są). Stawianie granic, czyli mówienie „nie” myślom napływającym do głowy, pozwala nie angażować się we wszystkie krzywdy i głupoty, które w przeciwnym razie wpłyną na nasz nastrój, reakcje fizjologiczne i zachowania. Jasne, że to nie jest łatwe! Gdyby było, psychoterapeuci nie mieliby co robić. Jest to jednak możliwe do samodzielnego wypracowania. Nguyen proponuje chociażby skorzystanie z techniki BARF. Ponadto na temat bezrefleksyjnego ufania swoim myślom napisał całą książkę: „Nie wierz we wszystko, co myślisz”.

„Granice = wolność” jest książeczką wartościową, refleksyjną, a do tego – przypominam – atrakcyjną wizualnie. Uważam, że świetnie nadaje się na prezent dla bliskiej osoby, zwłaszcza takiej, na której nam zależy, a która ma problem z poświęcaniem się na rzecz innych. Lektura prawie na pewno nie zmieni jej postępowania z dnia na dzień, ale całkiem możliwe, że zasieje w głowie ziarenko. Kto wie, co z czasem z niego wykiełkuje!

Olga Kublik

Joseph Nguyen, „Granice = wolność. Jak bez poczucia winy wyznaczać granice, które czynią nas wolnymi”, Purana, Lutynia, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat