Nie znam nikogo, kto tak jak ja uwielbiałby Harry’ego Pottera. Jestem też wielbicielką eksperymentowania w kuchni i odkrywania nowych smaków. Lubię, gdy mogę wymuskać jedzenie w taki sposób, by smakowało i wyglądało genialnie. Gdy więc zobaczyłam tę książkę, pomyślałam, że na pewno znajdę w niej coś dla siebie. Zwłaszcza że zamiast świąt Bożego Narodzenia, obchodzę Yule. Szczypta magii do grudniowego gotowania wydała mi się idealna.
Wydawca opisuje tę książkę jako ekskluzywną gratkę dla smakoszy, która zawiera wybitne przepisy na czarujące przystawki i zupy, imponujące dania główne, wyrafinowane słodkości i aromatyczne napoje.
Nie da się zaprzeczyć, iż publikacja prezentuje się elegancko. Twarda, jakby materiałowa okładka ze złoconymi napisami oraz wstążeczką-zakładką z wysokiej jakości papierem i drukiem robią wrażenie i wyglądają naprawdę genialnie. Kolorystyka pasuje do zimowych świąt. Wnętrze, a więc czytelnie rozlokowany tekst z listami składników oraz sporo dobrych jakościowo fotografii o stonowanej kolorystyce, także cieszy oko. Kolejnym atutem jest klarowny podział przepisów na śniadania, przekąski, dodatki, dania główne, słodkości i napoje. Na końcu wypisano wszystkie potrawy (w kolejności takiej, jak występują) z uwagami żywieniowymi: co jest bez glutenu, co wegetariańskie, wegańskie lub co łatwo zmienić w takowe.
Książka zawiera przepisy, które mogą być ucztą dla oczu. Spora ich część wymaga wiele zachodu, ale w kwestiach wizualnych, dopracowania formy. W przypadku składników i baz już mniej, bo pojawia się wiele gotowych dodatków spożywczych.
Sama wolę robić wszystko od zera (zwłaszcza gdy sięgam po książkę kucharską) i troszczyć się głównie o smak. W tym przypadku miałam wrażenie, że smak schodzi na dalszy plan, pierwszy zaś zajmuje wygląd. Jest to minus, na który pewna grupa osób pewnie przymknie oko. Nie jest to bowiem książka, w której będzie się szukało np. szybkiego, prostego obiadu. Jest to zbiór przepisów, których głównym celem jest świetnie wyglądać na świątecznym lub imprezowym stole. Stąd w wielu przepisach są rozmaite posypki cukiernicze, brokat spożywczy, barwniki itp. Składniki dla oczu, niekoniecznie dla podniebienia. W niektórych pojawiają się gotowe półprodukty, np. krem Marmite, pasta harissa czy ciasto francuskie. Wiele z nich nie jest u nas dostępna na każdym kroku.
Przekłada się to także na sposób i trudność wykonania poszczególnych dań, słodkości i napojów. W wielu przypadkach naprawdę trzeba się napracować, acz właśnie w kwestii dopracowywania wyglądu. Pod względem stricte kulinarnym przepisy nie są trudne czy nadzwyczaj wymagające. Przydadzą się tu jednak zdolności manualne i plastyczne, a także cierpliwość i dokładność. Wiele przepisów przez to zupełnie do mnie nie przemówiło, bo wydawały się skupiać tylko na tym aspekcie, np. „Ciasteczka z Golden Trio”, w których główną „atrakcją” są namalowane twarze bohaterów. Niektóre propozycje wydały mi się nawet zwyczajnie niezbyt ładne, a wyglądem odnoszące się do serii HP w sposób bardzo naciągany. Tarta jak mapa Huncwotów, mapę przypominała tylko dlatego, że sugerowała to nazwa.
Sushi czy grzanki z jajkami niby miały wyjaśnienie, dlaczego się tam znalazły, ale i im brakowało „tego czegoś”. Wiele z przepisów nie przemawia do mojej estetyki, acz na przyjęciu dla dzieci pewnie zrobiłyby wrażenie. Muszę jednak przyznać, że znalazły się tam i bardziej kuszące propozycje, np. ciasto przypominające wyglądem świecę ociekającą woskiem.
Kolejnym mankamentem jest to, że wiele potraw nie otrzymało zdjęć czy choćby ilustracji poglądowych. W przypadku mniej oczywistych czy mniej popularnych to spory minus. Tak też Yorkshire pudding, powszechnie znany w Anglii, reszcie świata może wydać się zbyt enigmatyczny. Tu jednak dopatruję się też małego plusa z perspektywy fanów z Polski: dzięki temu tytułowi można poznać dania świąteczne popularne w Wielkiej Brytanii, takie właśnie jak wspomniany już Yorkshire pudding czy śniadaniowy bubble and squeak.
Każdy przepis jest opatrzony opisem i motywacją, dlaczego znalazł się w tej książce. Przepisy urozmaicają kadry z filmów z krótkimi opisami i cytatami. Ładnie to wygląda, acz czasem można odnieść wrażenie, że powklejano tam, co popadło (np. cytat Luny „Zjadłabym budyń” przy „Ciasteczkach Bożonarodzeniowych” czy „Są dla mnie prezenty?!” przy grylażu z pestek dyni).
W książce wśród nieco ponad 50 przepisów dominują słodkości, ciastka i ciasta, a także napoje w wersji alkoholowej i bezalkoholowej. Jedzenia wytrawnego jest w niej niewiele, a szkoda. Szczerze mówiąc, gdy próbowałam znaleźć tam coś, co zjadłabym z ogromną przyjemnością, nie udało mi się. Trafiłam na dania, które „od biedy można zrobić, skoro już mam tę książkę”. A lubię odkrywać nowe smaki i próbować ciekawych różności. Przyjemność sprawia mi też po prostu robienie rozmaitości w kuchni, więc czasem gdy widzę coś fajnego, ciekawego w przygotowaniu, a nie w moim typie, gdy chodzi o smak i typ dania, robię dla mamy.
Oprócz samych przepisów na końcu zamieszczono trochę sugestii, inspiracji na to, jak zorganizować przyjęcie w magicznym, potterowym stylu i co można na nim podać. Pomysł całkiem niezły. Zaproponowane działania wydają się przystępne w realizacji. Chyba faktycznie mogą być przydatne dla tych, którzy chcą zapewnić swoim gościom przyjemne, urozmaicone chwile przy biesiadowaniu. Osobiście czułam jednak mały niedosyt. Ja takie coś widziałabym raczej w wersji rozszerzonej, a więc z propozycjami dekoracji itp.
Mam problem ze znalezieniem grupy osób, którym mogłabym szczerze polecić tę książkę. Oprócz tego, że mogłaby się wydawać fajnie tematycznie dopasowanym prezentem na mikołajki czy pod choinkę dla fanki/fana Pottera, nie znajduję wyrazistego przeznaczenia dla tej publikacji. Nie jest porażką, bo wygląda ładnie i da się znaleźć tam inspiracje kulinarne, ale nie jest ideałem, którego, jako fanka Harry’ego Pottera, oczekiwałabym.
Kinga Żukowska
Elena P. Craig, Jody Revenson, „Harry Potter. Oficjalna świąteczna książka kucharska z filmów o Harrym Potterze”, Znak Koncept, 2025.