Zasadniczo jazzu nie słucham, choć przyjaźnię się z córką pewnego muzyka jazzowego. Tak jakoś wyszło. I choć wiem, że w muzyce jazzowej jesteśmy, jako kraj, prawdziwą potęgą, to kojarzę jedynie wybrane nazwiska. Co ciekawe, o Mietku Koszu dowiedziałam się dopiero niedawno, a raczej-dopiero przy okazji promocji filmu „Ikar”. To był główny powód, dla którego sięgnęłam po tę książkę.
Reżyser filmu, Maciej Pieprzyca, przedstawia w swojej książce osobę nietuzinkową, która jednocześnie sama o sobie opowiada, jakby przy okazji. Jest to opowieść snuta przez Mietka Kosza, który zabiera czytelników do świata swojej szkoły w Laskach czy szkoły muzycznej w Krakowie, a potem opowiada o trudach pierwszych miesięcy w stolicy, która miała stanowić bramę do lepszego świata. Czytelnicy mogą patrzeć na świat Mietka jego oczami albo używać tych zmysłów, które u niego się wyostrzyły i sprawiły, że stał się geniuszem muzycznym. Bo Mietek, choć nie widzi w sposób tradycyjny, jednak odczuwa świat wszystkimi zmysłami, pozwalając, aby i ktoś, kto śledzi jego życie, mógł go zobaczyć i poznać.
Jednak miłośnicy biografii mogą się poczuć zawiedzeni. Kolejne strony książki płyną dość swobodnie, pozwalając na swoiste przełączanie się pomiędzy kolejnymi wątkami. Być może opowiedzenie historii Kosza od narodzin do nie do końca wyjaśnionej śmierci miałoby większy sens (przynajmniej dla miłośników biografii), ale ważny staje się sposób pokazania tej historii. Człowiek, który traci wzrok w dzieciństwie, który zostaje w jakimś sensie wyrzucony z rodziny i który musi sobie poukładać życie na nowo nie może opowiadać beznamiętnie o kolejnych wydarzeniach ze swojego życia. Dlatego dramatyczne dzieciństwo pojawia się dopiero po kilku ważnych wydarzeniach, które opowiada Mietek.
Pijak i inwalida, który nie potrafi się pogodzić z własnymi słabościami – tak go widzieli inni, bo pod koniec swojego życia właściwie nie trzeźwiał. Chimeryczny artysta, z którym niewielu muzyków chciało pracować. Perfekcjonista, który dopracowywał każdy utwór co do nutki. Człowiek poszukujący miłości i akceptacji, niezwykle wrażliwy muzycznie i drażliwy w życiu codziennym, ale przede wszystkim samotnik - taki obraz Mietka Kosza jawi się po tej książce.
Niezwykle wzruszające są wybrane momenty, na których skupia się autor: scena z matką uczącą rozpoznawania kolorów czy może ich przekładania na dźwięki czy pojedyncze sceny z życia w Laskach, gdy słabowidzący Mietek bywa oczami już niewidzących kolegów. To właśnie takie obrazki wciągają, mimo że często dość swobodnie traktują czas, a jednocześnie stanowią fabułę książki. Być może właśnie tak muzyk sam napisałby swoją biografię, gdyby miał taką szansę.
I tak, jak muzyka pozwalała Koszowi być wolnym i jak go niosła, tak niosą czytelnika kolejne strony tej niezwykle ciekawej opowieści, barwnej i żywiołowej jak film, który o nim nakręcono. Film o muzyku, którego życie skończyło się za wcześnie.
Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)
Maciej Pieprzyca, „Ikar. Legenda Mietka Kosza”, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2019
Komentarze