Pewne miejsca skrywają w sobie tajemnice, których odkrycie spędza sen z powiek wielu ludziom. Zasłyszana legenda, niedokończona opowieść gawędziarza, wszystko to podsyca ludzką ciekawość. Jeśli do tego dojdą jeszcze niewyjaśnione zaginięcia, pozornie niezwiązanych ze sobą osób, nasza wyobraźnia zaczyna dorabiać sobie różne, niekoniecznie prawdopodobne, scenariusze.
Z podobnym chwytem mamy do czynienia w powieści Emilii Szelest „Jaskinia milczących”. Już na pierwszych stronach czytamy o coraz częstszych zaginięciach w rejonie Tatr, zarówno turystów, jak i lokalsów. Niestety z powodu braku tropów śledztwa bardzo szybko zostają umorzone. Sprawa ta zaczyna nurtować dziennikarza śledczego Doriana Gila, który postanawia osobiście się jej przyjrzeć. Po przyjeździe do Zakopanego udaje mu się znaleźć sojuszniczkę, policjantkę Zuzannę Sobczak, która nieusatysfakcjonowana pracą kolegów, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Jaki będzie tego efekt?
Nie ukrywam, że z początku nie leżała mi ta para. Zuzka i Dorian wydawali się kompletnie do siebie nie pasować, co więcej, miałam wrażenie, że nie darzą się sympatią. Na szczęście dosyć szybko uległo to zmianie i początkowa niechęć została zastąpiona akceptacją, a później rodzącą się między bohaterami przyjaźnią. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że to Zuzka, cierpiąca po stracie przyjaciela, nie chciała nikogo dopuścić do siebie. Jednak z biegiem czasu jej garda zaczęła opadać i kobieta zauważyła, że zaczęło jej coraz bardziej zależeć na przyjezdnym mężczyźnie. Od tego momentu bohaterowie ramię w ramię badali tropy podejrzanych zaginięć.
Przyznam, że z przyjemnością śledziłam poczynania książkowych bohaterów, zwłaszcza że wplecione zostały tu lokalne podania i legendy. Bardzo lubię taki klimat, w którym świat rzeczywisty przenika się z tym nierealnym, zacierają się granice między prawdą a fikcją. Trochę przypomina mi to książki Haliny Kowalczuk, z tym że w „Jaskini milczących” mamy dużo bardziej rozbudowany wątek kryminalny. Elementy świata nadprzyrodzonego mają jedynie uatrakcyjnić fabułę powieści. Ukazanie Tatr z tej perspektywy sprawia, że czytelnik nabiera respektu wobec potęgi natury.
To był naprawdę miło spędzony czas! Z zainteresowaniem przewracałam kolejne strony książki, kibicując bohaterom. Zbudowany przez autorkę klimat wprowadził do fabuły odrobinę niesamowitości, co bardzo mi odpowiada. Dzięki temu, w moim odczuciu, książka stała się dużo bardziej atrakcyjna. Może trochę brakło tu pełniejszego rozwinięcia historii, która skrywała się za tą zasłoną. Z pewnością rozbudowanie opisów toczącego się śledztwa korzystnie wpłynęłoby na charakter powieści. Mimo to jestem usatysfakcjonowana z lektury. Z przyjemnością sięgnę po inne tytuły tej autorki.
Katarzyna Jabłońska
Emilia Szelest, „Jaskinia milczących”, Skarpa Warszawska, 2025.