Zbiór czterech opowiadań został wydany w Polsce w 2025 roku, natomiast w oryginale ukazał się wcześniej, w 2020 roku. W zbiorze możemy znaleźć: „Telefon Pana Harrigana”, „Życie Chucka”, „Jest krew” i „Szczur”. Na szczególne zainteresowanie zasługuje pierwsze z nich.
Bohaterem opowiadania „Telefon Pana Harrigana” jest Craig, który mieszka w spokojnym miasteczku. Otrzymuje propozycję pracy od zamożnego i emerytowanego biznesmena pana Harrigana. Z biegiem czasu zaprzyjaźniają się i chłopiec w pewnym momencie kupuje dla niego prezent w postaci iPhone’a. I tak jak to bywa w opowiadaniach Kinga, wszystko zaczyna się od jednego pozornie nieważnego wydarzenia. Telefon zaczyna dominować w ich życiu do tego stopnia, że Craig decyduje się później włożyć go do trumny starszego mężczyzny.
Opowiadanie jest ciekawe z kilku powodów. Po pierwsze ukazuje świat, który powoli odchodzi w zapomnienie, a także szuka odpowiedzi na pytanie, jak wyglądało nasze życie sprzed ery telefonów. Był to czas, w którym kupowanie gazet było modne i nagle internet zmienił wszystko, a technologia stała się wszechobecna. King pokazuje w mroczny sposób, że nawet po śmierci nie możemy się od niej całkowicie odciąć.
Drugi aspekt to tęsknota za drugą osobą i to jest akurat część bardzo ludzka, od której nie uciekniemy. Po śmierci technologia pozostawia ślad, który potrafi ścisnąć za gardło — głos wciąż żyje na automatycznej sekretarce. To nagranie staje się czymś więcej niż wiadomością — to echo obecności, które nie pozwala zapomnieć. Motyw ten jest dość powtarzalny w filmach i książkach. Craig za pomocą automatycznej sekretarki pozwala sobie na chwilę słabości, dzwoni do Pana Harrigana, mimo że podświadomie wie, że tamten mu nie odpowie.
Stephen King w swoim stylu buduje atmosferę grozy, w sposób subtelny przedstawia kolejne wydarzenia, by w końcu dojść do wielkiego finału. Nie są tu potrzebne bezpośrednie środki wyrazu, takie jak: krew, makabryczne zabójstwa czy oczywistość zbrodni. Autor używa domysłów, niedopowiedzeń i buduje atmosferę, która wynika z niewyjaśnionych okoliczności. Ponad przekazem płynącym z opowiadania wybrzmiewa również kwestia bliskości i samotności. Czy przypadkiem z rozwojem komunikacji nie staliśmy się bardziej samotni? Przecież wszystko możemy znaleźć w sieci i nie musimy już nikogo o nic pytać. To bardzo ciekawy wątek dotyczący przeszłości i mówiący niepokojąco o przyszłości. Technologia w tym opowiadaniu idzie o krok dalej i staje się narzędziem zemsty. W świecie Kinga wszystko jest możliwe.
W tomie są również trzy inne opowiadania utrzymane trochę w innym tonie. Niestety tracą na dynamice po świetnym wstępie i trzeba pilnować, by zachować skupienie na początkowym poziomie. W „Życiu Chucka” King opowiada historię zwykłego mężczyzny, w niezwykły sposób ukazując, jak indywidualne życie może mieć wpływ na rzeczywistość. Tytułowe „Jest krew” to kontynuacja losów Holly Gibney, która tropi nadnaturalną istotę karmiącą się tragedią, ukrytą za medialną sensacją. Z kolei w „Szczurze” pisarz walczący z twórczą blokadą zawiera niepokojący pakt z gadającym szczurem, by dokończyć swoją powieść. Wszystkie trzy opowiadania łączy refleksja nad cienką granicą między rzeczywistością a tym, co nadprzyrodzone.
Najciekawszym opowiadaniem w zbiorze jest bez wątpienia „Telefon pana Harrigana” — intrygująca, dobrze skonstruowana historia z nutą nostalgii i grozy. Pozostałe teksty wypadają nieco słabiej, choć próbują utrzymać uwagę czytelnika poprzez oryginalne pomysły i znane motywy Kinga. Mimo to brakuje im siły oddziaływania pierwszego opowiadania.
Najbardziej ujmuje jednak przedstawienie wydarzeń w małych miejscowościach, które żyją według swojego dawno ustalonego rytmu. Czasem bywa tak, że coś ten rytm zaburza, zazwyczaj są to zjawiska nadzwyczajne, często paranormalne. I co najważniejsze; co jest rzadkie we współczesnych kryminałach — King używa grozy, która żeruje na tęsknocie, zemście i poczuciu winy. Nie zawsze są to istoty nierzeczywiste (chociaż zaprzecza temu opowiadanie „Jest krew…”). Zakończenie następuje z reguły w niewyjaśnionych okolicznościach, bez otwartej przemocy.
Opowiadania ze zbioru „Jest krew…” są napisane bardzo sprawnie i czyta się je z przyjemnością, jednak nie wszystkie zaskakują świeżością. Brakuje tu odrobiny innowacyjności i tego nieuchwytnego „czegoś”, co kiedyś wyróżniało prozę Kinga. Najbardziej czuć to w zestawieniu z „Telefonem pana Harrigana”, gdzie stary, dobry King powraca w pełnej krasie. Reszta tekstów, choć poprawna, nie wywołuje równie silnych emocji. Mimo to całość zaznacza wyraźnie, że autor nadal potrafi przyciągać uwagę — nawet jeśli nie zawsze zachwyca.
Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)
Stephen King, „Jest krew...”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa, 2025.
Komentarze