„Jeżynowa zima” – recenzja

Recenzja książki „Jeżynowa zima”.
Gdy majowy śnieg uderza w Seattle, paraliżuje miasto – jak się okazuje, nie po raz pierwszy. Dla Claire to ostatnia szansa, aby wyjaśnić zagadkę z przeszłości i obudzić się po własnej tragedii…

Przywykliśmy do myślenia, że to, co kojarzy nam się negatywnie, musi być na pewno złe. Zima w maju, gdy wszyscy wypatrują oznak wiosny, nie jest spełnieniem marzeń i nikogo nie nastraja pozytywnie. Tymczasem okazuje się, że takie chwilowe ochłodzenie może być doskonałym zimnym prysznicem na uczucia i życia ludzi, którzy pogubili się w prywatnych tragediach i zagłębili w odczuwanie własnej rozpaczy. Podarowanie uwagi innej istocie działa zbawiennie.

Claire to młoda dziennikarka śledcza, żona dyrektora gazety. Po stracie dziecka – o którą zdaje się obwiniać sama i czuje się obwiniana przez męża – jej małżeństwo toczy się ku upadkowi. Claire nie wraca do pełni życia nawet po tym, gdy jej ukochany, przyszywany dziadek trafia do szpitala, ani gdy zawiera znajomość z przystojnym właścicielem restauracji mieszczącej się nieopodal. Niespodziewanie dostaje od swojego szefa zlecenie na tekst o jeżynowej zimie – tak bowiem mieszkańcy sennego Seattle nazywają opady śniegu w maju. Opady, które już kiedyś się zdarzyły – ponad 50 lat wcześniej, gdy w mroźnej zawierusze zaginął 4-letni Daniel Ray. Czy Claire uda się odkryć tajemnicę chłopca? Czy fakt, że jego los splata się z losami rodziny męża coś będzie dla niej znaczył?

„Jeżynowa zima” to już drugie moje spotkanie z autorką, Sarah Jio. I teraz zaczarowała mnie opowieścią, tak odmienną od poprzedniej, a tak urzekającą. Znów myliłby się ten, kto uznałby, że „Jeżynowa zima” to romansowa historia w sam raz na wolne popołudnie. Romansu jest tutaj niewiele, dużo natomiast jest na kartach tej opowieści miłości oraz rozpaczy płynących prosto z serca.

Każda kobieta obawia się w głębi duszy dwóch rzeczy: utraty miłości swojego życia oraz straty dziecka. Już jedno z tych wydarzeń wystarczy, aby przedrzeć serce na pół, a Vera Ray najpierw straciła ukochanego mężczyznę, a potem zaginął jej syn. Wszystko dzieje w scenerii niezwykłej, kilkudniowej zimy, która paraliżuje miasto w 1933 roku. To utrata dziecka sprawia, że Claire zaczyna współczuć kobiecie sprzed kilkudziesięciu lat i stara się nadrobić to, czego nie dano Verze: chce jej pomóc w odnalezieniu dziecka, niezależnie od tego, że sama Vera odebrała sobie życie wiele lat temu. Czy jednak na pewno było to samobójstwo?

Dzięki niezwykłemu językowi i budowaniu napięcia, Sahar Jio skutecznie wciąga nas w świat Claire – świat, który znamy – oraz wydarzenia towarzyszące ponad pół wieku temu Verze. Odkrywanie kolejnych elementów układanki, poszukiwania prowadzone w pobliskiej restauracji – to wszystko sprawia, że wciągamy się w wartką akcję powieści. Emocjonalne elementy historii Claire i utraty dziecka, a także wzruszające retrospekcje, dzięki którym oczyma młodej Very poznajemy jej punkt widzenia, sprawiają że nie możemy wręcz oderwać się od książki.

Po lekturze „Jeżynowej zimy” nachodzi nas refleksja o tym, jak wiele można mieć, a jednocześnie nie odczuwać szczęścia. Pomimo upływu czasu widzimy, że uczucia matki do dziecka nie zmieniają się i każda strata pociechy jest tak samo bolesna, niezależnie od czasów, w których się żyje. Opowieść daje jednak nadzieję na to, że znajdzie się ktoś, kto odkryje prawdę o naszej sprawie.

Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)

Sarah Jio, „Jeżynowa zima”, wyd. Między Słowami, Kraków 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat