Kiedy sięgałam po tę książkę myślałam, że to będzie pozycja literacka, którą na długo zapamiętam. Wiele na to wskazywało. Dużo pozytywnych opinii innych czytelników, reklama i szum jaki się zrobił wokół tego tytułu – debiutanckiej powieści Jørna Liera Horsta oraz zawiadomienie na okładce sugerujące jedno z najbardziej drastycznych morderstw Norwegii. Niestety książka okazała się dla mnie przeciętnym kryminałem.
Policja odnajduje nagie zwłoki Prebena Pramma, w jego własnym domu. Widać, że starszy mężczyzna był torturowany. Prawdopodobnie sprawcy czegoś szukali, ponieważ cały dom był wywrócony do góry nogami. Brak jakichkolwiek śladów oraz świadków utrudnia poszukiwanie mordercy. Policja wydaje się być bezradna. Tymczasem na jaw wychodzi niespodziewany sekret ofiary.
Fabuła sama w sobie wydaje się być intrygująca. Drastyczne morderstwo oraz fakt, że historia napisana jest na podstawie autentycznych wydarzeń wywołuje gęsią skórkę na ciele. Trzeba przyznać, że książki inspirowane prawdziwymi zdarzeniami na pewno cieszą się większą popularnością niż zwykła fikcja. Brakowało mi jednak większej dynamiki, rozmachu i adrenaliny. Cała intryga rozstrzygana jest dość wolno oraz napisana jest jednotorowo. Osobiście lubię, gdy spotykam w książce wątki poboczne – obyczajowo-rodzinne. Urozmaicają całą historię, poznajemy więcej różnorodnych bohaterów, co również wpływa na atrakcyjność. Tutaj pisarz skupił się tylko i wyłącznie na sprawie kryminalnej i nie mogę się nie zgodzić, że jest ona dobra. Aura książki jest tajemnicza, mamy też kilka ciekawych zwrotów akcji, ale nadal czuję pewien niedosyt.
Bohaterzy są przeciętnymi, normalnymi ludźmi, mającymi problemy, które często towarzyszą nam w codziennym życiu. Komisarz Wisting, angażując się w swoją pracę, poświęca rodzinę. Widać, że jest bardzo ambitny i zaaferowany tokiem śledztwa, lecz z drugiej strony czuje ogromne wyrzuty wobec żony, którą bardzo zaniedbuje. Jeśli mielibyśmy mówić o jakichś drugorzędnych sprawach to zaliczymy tutaj osobiste sprawy głównego bohatera i jego stosunek do rodziny. Czytelnik ma wrażenie, że życie postaci z powieści toczy się gdzieś obok. Dzięki temu historia wydaje się być bardzo realistyczna i konkretna, co zasługuję na pochwałę.
Jest to moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem. I pomimo tego, że jestem nie do końca przekonana do jego twórczości, na pewno zabiorę się za kolejną część i dopiero wtedy zdecyduję czy będę kontynuowała moją przygodę z autorem.
Patrycja Trzcionkowska
(patrycja.trzcionkowska@dlalejdis.pl)
Kluczowy świadek, Jørn Lier Horst, Smak Słowa, Sopot 2017
Komentarze