„Konające zwierzę” – recenzja

Recenzja książki „Konające zwierzę”.
Z Philipem Rothem jest jak z przysłowiową heroiną francuskiego fin-de-sièclu.

Albo w pisarzu dostrzega się wielkiego kreatora literatury, albo widzi w nim niesłusznie wyniesionego przez krytyków na szczyt intelektualistę. Dodatkowo owładniętego manią seksualną do młodych panienek i sporą dawką mizoginizmu.

Co nam Roth proponuje w pozycji „Konające zwierzę”? Oczywiście seks. Seks, który spędza głównemu bohaterowi sen z powiek. David Kepesh to podstarzały wykładowca akademicki, tuza uniwersytetu, jej duma i zaszczyt. Możemy domniemywać, że to samo alter ego Rotha, podobnie jak w każdej kolejnej jego książce. Prowadzi wygodne życie autorytetu w swojej dziedzinie, zajmuje się kulturą. Ma swój program w radiu, pisze też do renomowanych czasopism.

To pozwala mu łatwo zaskarbić sobie uwagę kolejnych roczników nowych studentów, a szczególnie studentek. Co semestr nowe ciało, bez zbędnych zobowiązań, za to w pełni zrealizowane fantazje seksualne. Aż do pewnego rocznika. Z nowym semestrem na uczelni pojawia się młoda Kubanka z dobrej rodziny z koneksjami – Consuela Castillo. Piękna, powabna, zmysłowa, ale nie tylko.

I ona zburzy spokój i pewność siebie Kepesha na przynajmniej półtora roku. Nie będzie potrafił – tak jak do tej pory – podejść do tej sytuacji bez emocji i zbędnych ceregieli. Dziewczyna będzie szarpać nie tylko libido profesora, ale także jego ego i umysł, i to w taki sposób, w jaki nie zrobiła tego żadna kobieta do tej pory. To nie będzie zwykły seks czy banalny romans, o którym zapomina się w ciągu kilku tygodni.

Co z tego wyniknie w dalszej konsekwencji i jaki będzie finał? Czy taki mizogin jak Kepesh może naprawdę kochać, czy to tylko taka gra z jego strony i wcale nie zdjął swojej maski? Po rozwiązanie tych zagadek odsyłam do treści książki. Pozycja nie jest zbyt obszerna. Niecałe 200 stron, a z pewnością warta przeczytania, ponieważ Philipa Rotha, tak jak wyżej wspomniałam, można nie lubić, ale jego diagnozy dotyczące związków i generalnie życia uczuciowego są zawsze niezwykle frapujące. Ostatecznie są to przemyślenia klasyka literatury amerykańskiej, a nie bonmoty pierwszego z brzegu harlequinu. Są trochę podobne do tych, które stawia Francuz Houellebecq, który stoi na straży opinii, że starzejący się mężczyzna, tylko w jednym przypadku może mieć satysfakcjonujące życie erotyczne – jeśli jest bogaty i wpływowy. Tak jak Roth. Ups, przepraszam tak jak profesor Kepesh.

Polecam gorąco.

Natalia M. Kamińska
(natalia.kaminska@dlalejdis.pl)

Philip Roth, Konające zwierzę, Wydawnictwa Literackie, Kraków 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat