Moja miłość do książek historycznych mogę przyrównać do rwącego potoku – czytam je szybko i gwałtowanie, o ile, rzecz jasna, mnie wciągną. Oczywiście swoją uwagę kieruję w kierunku historii Polski, bo ta wydaje mi się nie tylko najważniejsza, ale autentycznie najciekawsza. Chociaż z wypiekami na twarzy czytałam „Ja, Klaudiusz” Gravesa, powieści Kena Foletta (chociażby „Niech stanie się światłość”) czy „Joannę D’Arc” K. J. Chen, to moje serce zostanie przy Sienkiewiczu (Kmicicu, Winicjuszu), powieściach Pawła Jasienicy oraz bardziej współczesnej pisarce – Joannie Jax.
Józef Hen, choć przekroczył setkę (tak, pisarz żyje i ma 101 lat!), jest dla mnie swego rodzaju odkryciem. Z początku „Królewskie sny” były dla mnie dokuczliwymi wyrzutami sumienia; starymi ramotami leżącymi gdzieś w kącie i czekającymi na to, aż łaskawie trafią do moich rąk. Mimo początkowej niechęci przełamałam się i zaczęłam po prostu czytać. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że ta książka… jest napisana po prostu wyśmienicie! Powieść Hena czyta się lekko i sprawnie, zapewne za sprawą dialogów, na których oparty jest tekst. Ciekawostką może okazać się fakt, że powieść powstała na podstawie scenariusza filmu (nie odwrotnie!) z Gustawem Holoubkiem w roli głównej. Mam wrażenie, że da się to wyczuć, czytając powieść, gdyż, tak jak wspomniałam, pierwsze skrzypce grają dialogi, a po drugie brakuje tu – jakże uwielbianych przez autorów powieści historycznych – opisów miejsc, monologów czy wprowadzeń do nadchodzących wydarzeń.
Fabuła powieści przenosi nas do ostatnich czternastu lat życia króla Władysława Jagiełły. Zbliżający się do siedemdziesiątki Władysław Jagiełło po śmierci trzeciej żony, Elżbiety, nie myśli o ponownym ożenku; zajmują go sprawy kraju. Jednak naciski panów, którzy mają nadzieję na męskiego potomka Jagiełły, sprawiają, że król zaczyna brać pod uwagę taką możliwość. Tymczasem na dworze stryjecznego brata Jagiełły – Witolda – wychowuje się siedemnastoletnia księżniczka, Sonka. Witold namawia króla, aby to właśnie ona została nową żoną Jagiełły. Finalnie do zawarcia małżeństwa dochodzi, a ze związku rodzi się troje dzieci, z czego dwóch chłopców, przyszłych królów – Władysław (Warneńczyk) i Kazimierz (Jagiellończyk).
Małżeństwo w książce zostaje pokazane jako kochające się i szanujące, choć jest to tylko jeden z wątków w powieści. W tle mamy również przepychanki z Krzyżakami, dyplomatyczne gierki z Zygmuntem Luksemburskim oraz postacie biskupa Oleśnickiego i samego księcia Witolda. Warto dodać, że narratorem jest… nadworny błazen, Olesko, który dopowiada to, czego nie powiedzieli bohaterowie oraz łączy poszczególne części książki.
Czytając, miałam wrażenie, że autor tchnął życie w te posągowe, odległe nam postacie znane głównie z obrazów Matejki i sprawił, że stały się one nam bliższe, bardziej ludzkie. Jesteśmy w stanie spojrzeć się na nie jak na zwykłych ludzi; ludzi z ambicjami, marzeniami, pragnieniami, ale także na ludzi, którzy mają swoje słabostki.
Książkę, mimo mocnego osadzenia w historycznych realiach, czyta się doskonale za sprawą dynamicznych dialogów i lekkiej archaizacji języka, która pozwala bez reszty zanurzyć się w XV wieku. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą powieścią, którą przeczytałam w dwa dni. Żałuję, że nie ma kolejnej części. Wspaniała, historyczno – literacka uczta. Polecam!
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Józef Hen, „Królewskie sny”, Wydawnictwo MG, Warszawa, 2025.
Komentarze