Tych Pań chyba nie trzeba przedstawić; Julia Quinn, Suzanne Enoch, Karen Hawkins i Mii Ryan. To kwartet, który stworzył przepiękną, ale i przezabawną powieść. Podobnie i tym razem, czytelnicy przenoszą się w czasy regencji, prosto w wir niezliczonych intryg, romansów i ukrytych tajemnic. Czy to prawda, że żaden sekret nie jest bezpieczny, gdy nieuchwytna Lady Whistledown czuwa? Bohaterka nie omieszka wychwycić najmniejszego szczegółu, który skrupulatnie opisze w tworzonej przez siebie kronice. Wszystko zaczyna się na jednym z ekstrawaganckich przyjęć u Lady Neeley, kiedy to dochodzi do niefortunnego incydentu — znika drogocenna bransoletka z rubinami. To zdarzenie zdaje się napędzić całą machinę kolejnych, towarzyskich intryg, które z pewnością znajdą swoje miejsce w kronikach najbardziej plotkarskiej reportażystki w całym Londynie. Czy Lady Whistledown zdoła rozwikłać tę zagadkę?
Wciąż zadziwia mnie forma przekazu tej powieści. Mamy do czynienia z antologią, którą rozpoczyna Julia Quinn swoim „Pierwszym pocałunkiem”. To uroczy romans pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji. Główny bohater, łowca posagów, wpada w sidła miłości, stając przed dylematem: czy zdobyć majątek czy serce ukochanej? Quinn w bardzo dosadny sposób przedstawia obraz regencyjnego społeczeństwa, gdzie miłość jest równie nieprzewidywalna, jak los. W „Ostatniej pokusie” Mai Ryan znajdujemy delikatną opowieść o zakazanej miłości między szarmanckim księciem, a młodą kobietą, marzącą o prowadzeniu własnego biznesu. To mezalians, który wstrząsa konwencjami. Suzanne Enoch w „Najlepszym z obu światów” snuje historię młodej dziewczyny, która przez całe życie kierowała się zasadami rodziców i społeczeństwa, starając się uniknąć wszelkich skandali. Jej życie diametralnie zmienia się, gdy najbardziej znany libertyn w całym Londynie zaczyna zabiegać o jej względy. Muszę jednak przyznać, że ta historia przypadła mi do gustu najmniej spośród całej antologii. Całość zamyka „Dla mnie jedyny” Karen Hawkins, wprowadzając czytelników w świat małżeństwa, które ma zostać unieważnione. Hawkins rysuje złożone relacje między małżonkami, przeplatane nutą nostalgii i nadziei na nowy początek.
To nie tak, że historie te pozostawione są same sobie bez żadnych powiązań. Przed każdym rozdziałem rozpoczynających jedną z czterech historii znajduje się fragment z Kroniki Towarzyskiej Lady Whistledown. To właśnie ona splata wątki, prowadzi czytelnika przez wzloty i upadki bohaterów oraz odsłania kulisy towarzyskiego życia w Londynie. Jej obecność nadaje opowieściom nie tylko dodatkowego smaczku, ale także tajemniczości, czyniąc lekturę niezwykle pociągającą.
Od technicznej strony ta książka ma dość pokaźny gabaryt. Szczerze mówiąc przyzwyczaiłam się do nieco bardziej poręcznych formatów, które wygodnie trzyma się leżąc na kanapie lub w miękkim fotelu. Ilość stron również jest zdumiewająca mamy ich tutaj prawie 540, nie jest to jednak powód do niechęci – formatowanie tekstu i sama wielkość liter sprawia (i co pewnie najważniejsze płynność językowa Autorek), umożliwiają zatracenie się w treści bez zbędnych lamentów „o rany jak dużo”. Podoba mi się okładka, która nastraja czytelnika. Są damy, są suknie, jest zieleń i kwiaty. Delikatnie z zewnątrz i zaskakująco w środku!
Niechybnie kończąc uważam tą książkę za dość osobliwą. Myślę, że większa część miłośników tej serii odnalazła tę lekturę dzięki Netflix’owi. W żadnym razie nie ujmuje jej przez to, lecz na głos przypuszczam zależność nad jej fenomenem. Nie zmienia to jednak faktu, że bawiłam się przy tej opowieści przednio, zazdroszcząc jednocześnie jej Autorkom kreatywności. „Lady Whistledown kontratakuje” poleca się w towarzystwie herbaty z konfiturą różną, na letni wieczór w ogrodzie!
Klaudia Dydymska
(klaudia.dydymska@dlalejdis.pl)
Julia Quinn, Suzanne Enoch, Karen Hawkins, Mia Rya, „Lady Whistledown kontratakuje”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2024
Komentarze