„Leśniczówka cudów” – recenzja

Recenzja książki „Leśniczówka cudów”.
Zakochałam się. Oficjalnie i nieodwołalnie. I chyba z wzajemnością, bo książka czeka na mnie koło łóżka, aż fabuła wywietrzeje z mojej głowy, bym mogła zakochać się ponownie. „Leśniczówka cudów” zrobiła to, co umieją tylko wyjątkowe historie: wślizgnęła się do mojego serca tak cicho, tak sprytnie, jak główna bohaterka do tytułowej chatki ukrytej pośród drzew.

Lilka – młoda kobieta, doświadczona przez życie – niesie w sobie ogromny ból. Najpierw tragiczna śmierć mamy. Potem ojciec zniszczony jednym niesprawiedliwym wyrokiem, do którego doprowadził prawnik Gabriel Lewandowski. Człowiek, który z zimną precyzją wykorzystał naiwność dziecka i dzięki informacjom wyciągniętym od zrozpaczonej dziewczynki zdeptał jej rodzinę. Ojciec stracił pracę, zdrowie i w końcu życie. Lilka poprzysięgła, że kiedyś odda prawnikowi sprawiedliwość, a zemsta stała się celem jej życia.

Kiedy dorosła, zaczęła realizować swój plan. Odnalazła mężczyznę, który odebrał jej dzieciństwo. I wtedy los dopisał do tej historii tak przewrotny rozdział, że w żadnym, nawet najbardziej dopracowanym scenariuszu, Lilka tego nie przewidziała. Gabriel jest teraz leśniczym. Mieszka w małej wsi Podhajce Górne. Dziewczyna spakowała swoje walizki i wyjechała na drugi koniec Polski – po upragnioną zemstę.

Ta powieść jednak wcale nie jest o zemście. Jest o czymś dużo trudniejszym. O tym, co zostaje w człowieku, gdy gniew przestaje być paliwem, a zaczyna być ciężarem. To psychologiczna podróż po zakamarkach ludzkiego bólu i samotności. Idziemy ramię w ramię z bohaterką, widząc jak każde jej działanie, każda decyzja jest podszyta latami żałoby i nienawiści. A jednocześnie krok po kroku autorka odwraca jej uwagę od „oprawcy”. Skierowuje światło tam, gdzie przez lata był tylko mrok. Na ranę, która nie chciała się zabliźnić i na serce, które nie pamiętało już, czym jest miłość i spokój.

To właśnie tu zaczyna się magia. „Leśniczówka cudów” nie opowiada tylko o grudniowej atmosferze i skrzypiącym śniegu. To książka o przebaczeniu, o którym nikt nas nie uczy; o miłości, której czasem trzeba pozwolić wejść bardzo powoli do serca; o odpuszczaniu – innym, światu, a przede wszystkim samemu sobie.

Każdy z nas będzie w Lilce widział coś swojego. Jedni zobaczą swój ból, który chowają od lat w szufladzie, licząc, że zniknie sam. Inni dostrzegą żal, który dawno temu postawili na piedestale i uczynili z niego swoje drugie imię. Żadna z tych dróg nie prowadzi do wolności. Ta historia pokazuje to prosto i dobitnie.

Czytając, czułam się, jakbym siedziała z bohaterami przy kominku – z kubkiem kakao i cichą nadzieją, że w życiu naprawdę zdarzają się cuda; że czasem wystarczy jedna rozmowa, jeden gest, by coś w nas pękło i zaczęło się goić. To opowieść o tym, że każdy ma prawo do szczęścia. Nawet jeśli życie nas połamało, jesteśmy pełni blizn i nie wiemy, od czego zacząć.

Czasem szczęście zaczyna się od kubka herbaty, od książki, od czyjegoś uśmiechu. Od oddechu, który wreszcie nie jest przepełniony bólem. „Leśniczówka cudów” trafiła we mnie jak strzała amora i długo nie pozwoli mi o sobie zapomnieć. 

PS Naprawdę przeczytam ją ponownie. Ta książka na to zasługuje.

Katarzyna Chober

Agata Sawicka, „Leśniczówka cudów”, Wydawnictwo Dragon, Bielsko-Biała, 2025.




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat