„Long Island” – recenzja

Recenzja książki „Long Island”.
Autor z niezwykłą subtelnością i precyzją wprowadza czytelnika w świat bohaterki – kobiety, która po dwudziestu latach spokojnego życia w Ameryce zostaje niespodziewanie skonfrontowana z przeszłością.

Choć nie czytałam „Brooklynu”, poprzedniej powieści Colma Tóibína, która wprowadziła postać Eilis Lacey, wcale nie przeszkodziło mi to w lekturze „Long Island”. Nie znając jej wcześniejszej historii i tak można poczuć, jak wiele ciężaru emocjonalnego kryje się w jej milczeniu i zawieszeniu między dwoma światami – starym i nowym, przeszłym i teraźniejszym.

Tóibín nie potrzebuje dramatycznych zwrotów akcji, by zbudować napięcie. Wystarczy jedno, pozornie zwyczajne wydarzenie – wizyta nieznajomego u drzwi domu Eilis – by uruchomić lawinę emocji i pytań o to, kim jesteśmy, gdy wszystko, co znamy, nagle pęka. Pisarz operuje słowem z niezwykłą oszczędnością, a jednocześnie każde zdanie niesie ogromny ładunek emocjonalny. Ta powściągliwość stylu sprawia, że „Long Island” wciąga nie przez tempo akcji, ale przez głębię psychologiczną i atmosferę nieustannego napięcia.

Podoba mi się, że Tóibín pokazuje świat Eilis z różnych perspektyw – nie tylko jej własnej, ale też otaczających ją ludzi. Dzięki temu powieść nabiera wielowymiarowości, a czytelnik może dostrzec, jak cienka bywa granica między lojalnością a egoizmem, miłością a obowiązkiem. W relacjach rodzinnych, szczególnie między kobietami, autor pokazuje, że ciche dramaty codzienności potrafią być bardziej przejmujące niż największe tragedie.

Zakończenie nie daje pełnej satysfakcji w sensie klasycznego domknięcia. Zamiast jednoznacznych odpowiedzi pozostaje uczucie zawieszenia i refleksja – czy w ogóle można wrócić do przeszłości, by zacząć od nowa? Choć nie poznałam wcześniejszych losów Eilis, czułam, że to historia o kobiecie, która znów musi dokonać trudnego wyboru – i że te wybory są uniwersalne, niezależne od czasu czy miejsca.

„Long Island” to powieść dla tych, którzy cenią literaturę skupioną na emocjach, relacjach i niuansach ludzkiego zachowania. To książka, w której więcej jest ciszy niż krzyku, ale właśnie w tej ciszy kryje się ogromna siła.

Dominika Poroszewska

Colm Tóibín, „Long Island”, Wydawnictwo Rebis, 2025.




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat