W głowie wybrzmiewa mi napomnienie, aby nie nazywać osób ani utworów „polskim kimś/czymś tam”, bo odbiera to wartość i oryginalność osobie bądź utworowi z Polski. Tyle że wcale nie wiem, czy się z tym zgadzam. Kiedy nazywam „Karcer” i jego drugą część: „Ludzi Karceru”, polskim „The Walking Dead”, wcale nie chcę umniejszyć serii powieści Grzegorza Juszczaka. Wręcz przeciwnie, jako ogromna fanka zagranicznego serialu, jestem zachwycona, że czytanie polskich książek sprawia mi taką samą radość jak śledzenie epizodów. Bohaterowie zyskują moją sympatię, a wydarzenia wciągają mnie na wiele godzin – po raz kolejny!
Trudno mi uwierzyć, że od przeczytania pierwszej części minął już rok, i to z lekkim hakiem. A jednak! Na szczęście mimo upływu czasu nie zapomniałam postaci ani wydarzeń, co moim zdaniem dowodzi, iż fabularnie „Karcer” jest dobry. Do ponownego zagłębienia się w świat przedstawiony i sposób narracji wystarczyło mi zaledwie kilka stron. Wstęp książki osadził mnie w biegu wydarzeń – dowiedziałam się, co się stało w minionym czasie, kto gdzie się znalazł, co komu zrobiono. Poczułam się, jakby przez ten rok czas normalnie płynął w uniwersum „Karceru”, a to ja na chwilę z niego wypadłam. Bardzo przyjemne doznanie.
Fabuła „Ludzi Karceru” jest esencjonalnie przygodowa, emocjonująca. Trudno się nudzić. Po raz kolejny odniosłam wrażenie, że jestem w środku, tuż obok bohaterów. W ostatnim czasie czytam mniej powieści niż jeszcze rok temu i wcześniej, więc tym bardziej cenię fakt, że kiedy już sięgnęłam po beletrystykę, doznałam przyjemnego zanurzenia się w świecie przedstawionym.
„Karcer” i „Ludzie Karceru” należą do tych powieści postapokaliptycznych, które poza rozrywką serwują dawkę refleksji nad człowieczeństwem. Jak to zwykle bywa w książkach, filmach czy serialach jakkolwiek dotykających warstwy psychologicznej i społecznej, kiedy świat chyli się ku upadkowi, największym wrogiem człowieka staje się człowiek. I tak sobie myślałam, czytając, czy te zombie faktycznie byłyby aż takie straszne w obliczu apokalipsy, gdyby tuż za ich plecami nie czaiło się większe zło: człowiek bez empatii i skrupułów, rozsmakowany w krzywdzeniu dla samego krzywdzenia.
W tym samym czasie to właśnie człowiek, nastawiony na pomoc i wsparcie, może być jedynym światełkiem w mroku. Kiedy dzieje się źle, relacje międzyludzkie stają się na wagę złota – to także widać w „Ludziach Karceru” czarno na białym.
Świetna kontynuacja. Wnioskując po finale, będzie kolejna. Czekam!
Olga Kublik
Grzegorz Juszczak, „Ludzie Karceru”, Novae Res, Gdynia, 2026.
Komentarze