„Mali Bogowie. 15. Pod egidą Artemidy”- recenzja

Recenzja komiksu „Mali Bogowie. 15. Pod egidą Artemidy”.
Nie wiem, czy istnieje lepszy sposób na zainteresowanie dziecka mitologią grecką niż pokazanie bogów jako... dzieci.

To właśnie pomysł, który od pierwszych stron kupił mnie w serii „Mali Bogowie”. Zamiast pomnikowych postaci znanych z podręczników dostajemy młodych kandydatów na olimpijczyków, którzy dopiero uczą się swoich przyszłych ról. Dzięki temu ich impulsywność, rywalizacja czy nietrafione pomysły przestają dziwić, a stają się zwyczajnie zabawne. Całą serię spaja postać Tauruska – sympatycznego byczka, którego dobre chęci rzadko idą w parze z rozsądkiem.

Piętnasty tom skupia się na Artemidzie i robi to w sposób subtelny i nienachalny. Poznajemy ją jako opiekunkę lasów i zwierząt, świetną łuczniczkę oraz dziewczynę, która nieustannie musi udowadniać swoją wartość kolejnym śmiałkom chcącym zmierzyć się z nią w zawodach. Twórcy nie uciekają też od jednego z ciekawszych paradoksów tej postaci – jak pogodzić rolę obrończyni przyrody z byciem patronką myśliwych? To pytanie przewija się przez historię i sprawia, że komiks przemyca więcej treści, niż sugerowałby jego lekki ton.

Największą zaletą pozostają jednak liczne odniesienia do greckiej mitologii. Historia polowania na dzika kalidońskiego jest tylko punktem wyjścia. Po drodze pojawiają się Orion, Apollo i Dafne, Syzyf czy nawet Odyseusz. Nie są to jednak suche wzmianki mające popisać się znajomością mitów. Wszystkie te postacie i wydarzenia zostały wplecione w fabułę naturalnie, często w formie krótkich gagów. Moją ulubioną sceną była próba pomocy Syzyfowi. Taurus rozbija jego głaz na mniejsze kawałki, przekonany, że ułatwi mu zadanie. Efekt? Syzyf ma teraz do wtoczenia znacznie więcej kamieni, a pomocny byczek ucieka przed jego rozpaczą. To właśnie ten rodzaj humoru sprawia, że dziecko śmieje się z sytuacji, a dorosły dodatkowo wychwytuje mitologiczny kontekst.

Ogromną rolę odgrywają również ilustracje. Są dynamiczne, pełne drobnych żartów i świetnie współpracują z dialogami. Nie ograniczają się do ilustrowania tekstu, ale często dopowiadają własne dowcipy ukryte w tle. Dzięki temu komiks czyta się bardzo płynnie, a humor działa zarówno słowem, jak i obrazem.

Mam też wrażenie, że to jedna z tych serii, które najlepiej czytać wspólnie z dzieckiem. Młodszy czytelnik będzie bawił się przygodami Artemidy i Taurusa, natomiast rodzic może przy okazji opowiedzieć pełne wersje mitów, do których komiks nawiązuje. Z drugiej strony nic nie stoi na przeszkodzie, by potraktować „Małych Bogów” jako pierwsze spotkanie z mitologią. Kiedy dziecko za kilka lat sięgnie po klasyczne opracowania, wiele postaci i wydarzeń będzie już rozpoznawać.

„Mali Bogowie” pokazują, że popularyzowanie wiedzy nie musi oznaczać szkolnego tonu ani moralizowania. To komiks, który przede wszystkim bawi, a przy okazji sprawia, że po zakończeniu lektury ma się ochotę sięgnąć po prawdziwe greckie mity. I chyba nie ma lepszego komplementu dla serii popularnonaukowej. Przyznam też, że sama z niecierpliwością czekam na kolejny tom poświęcony Posejdonowi.

Trudno o lepszy sposób, by zaszczepić w młodym czytelniku, a może i w jego rodzicu, ciekawość starożytnej Grecji.

Dorota Pustelnik

Christophe Cazenove, Philippe Larbier, „Mali Bogowie. Pod egidą Artemidy. Tom 15”, Wydawnictwo Egmont Polska, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat