„Martwa Śnieżka” — recenzja

Recenzja książki „Martwa Śnieżka”.
Czy grudzień faktycznie ma w zanadrzu cuda, czy to tylko marketing?

W klimacie jak z kultowego, świątecznego filmu „Holiday”, dwie dawne koleżanki, Katarzyna i Iwona, postanawiają na zimę zamienić się domami, licząc na zmianę otoczenia i złapanie świątecznego oddechu. Iwona wpada w warszawski rytm, korzystając z wygód dużego miasta, a Katarzyna trafia w spokojniejsze podkarpackie rejony. Tyle że zamiast chwili wytchnienia obie dostają… zupełnie inną wersję świąt, niż sobie wyobrażały.

Iwona, jako rozpoznawalna influencerka, staje się lokalną atrakcją szybciej, niż zdążyłaby rozpakować walizkę. Tymczasem Katarzyna zamiast spokojnych świąt natyka się na coś, czego nie przewidziały żad­ne świąteczne scenariusze: ciało kobiety, którą obie znały.

Na wstępie: nie zamierzam zadzierać z fanami twórczości Alka Rogozińskiego, ale muszę to powiedzieć wprost — to było moje drugie podejście i teraz już wiem na pewno, że zwyczajnie nie trafia do mnie ten styl.

Jestem w stanie zrozumieć, że ta proza może mieć swoich odbiorców, jednak ja do nich nie należę. Nie kupił mnie humor ani sposób prowadzenia narracji — żarty kompletnie do mnie nie trafiały, a całość brzmiała zbyt sztucznie, żebym mogła się w to wkręcić.

Książka jest napisana lekko i przyjemnie, co zdecydowanie można zaliczyć na plus. Idealny „wytapiacz czasu”, gdy chce się przeczytać coś nieskomplikowanego. Niestety na tym moje zachwyty się kończą. Akcja ciągnęła się niemiłosiernie i zwyczajnie mnie znudziła. Bohaterowie byli kompletnie oderwani od rzeczywistości, a sceny stylizowane na komediowe momenty wypadły sztywno i zwyczajnie nie bawiły. W pewnym momencie nawet nie obchodziło mnie już, kto zabił Śnieżkę i dlaczego — chciałam po prostu dobrnąć do ostatniej strony.

Dialogi również okazały się męczące, przez co książkę czytałam bardziej z obowiązku niż z przyjemności. Krótko mówiąc: to nie są moje klimaty i już wiem, że kolejnym razem odpuszczę.

Być może problem tkwi w tym, że oczekiwałam czegoś więcej niż lekkiej farsy w świątecznym klimacie. Liczyłam na żywszą dynamikę, cieplejszy humor i bohaterów, z którymi chociaż trochę da się sympatyzować. Zamiast tego dostałam historię, która w moim odczuciu nie potrafiła utrzymać rytmu ani napięcia. Wiem, że dla wielu czytelników taka konwencja będzie wystarczająca i nawet urocza, ale ja wciąż szukam czegoś, co poza lekkością ma też odrobinę charakteru. Dlatego, mimo że książkę doczytałam do końca, nie zostawiła we mnie nic, do czego chciałabym wrócić.

Joanna Adamski

Alek Rogoziński, „Martwa Śnieżka”, Skarpa Warszawska, Warszawa, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat