Co powinna zrobić kobieta dobiegająca czterdziestki? Tu pewnie dostanę kilkanaście propozycji, bo to przecież świetny czas, żeby zrobić po raz pierwszy coś, czego nigdy w życiu się nie robiło, żeby zmienić życie, zawód, męża, wróć. Zagalopowałam się. W każdym razie według mnie kobieta prawie czterdziestoletnia ma zasadniczo wywalone na wiele rzeczy, a jej problemy są związane z nieco innymi sprawami niż to by wynikało z perypetii Tatiany.
Lubię książki Gabrieli Gargaś. Może nie uwielbiam, ale lubię, zawsze sprawiają mi wiele frajdy przy czytaniu. Tym razem miałam jednak dosyć bohaterki, dosyć jej życia, które czasami mi się nie zgadzało, a przede wszystkim miałam ochotę krzyczeć, gdy czytałam te jej notatki „do innych artykułów” na przyszłość. Coś jak zapiski szalonej autorki, która pisze, co jej przyjdzie do głowy, bez cenzury, ale i bez zakładania, do czego to w przyszłości wykorzysta. Czasem do niczego, ale to świetne ćwiczenie. W przypadku Tatiany te zapiski były jak przedłużanie treści za wszelką cenę. Jak u dziennikarza, który dostaje wierszówkę, czyli robi wszystko, aby zamiast prostego kupić czy sprzedać, napisać o zawieraniu transakcji dwustronnej kupno-sprzedaż. W wielu miejscach były one zbędne. Mimo że rozumiem, że bohaterka, jej rozterki duchowe, że musiała to z siebie wyrzucić. My to wiemy. Jesteśmy czytelnikami. Jesteśmy o kilka kartek do przodu.
Natomiast cała historia o Tatianie jest w miarę w porządku. Mamy kobietę, która sobie nie radzi z życiem, z prowadzeniem domu i budową kolejnego, ale i z rodziną. Też tak macie? Macie, macie, ale się głośno nie przyznacie, bo wstyd. O tym, że wyżeracie słodycze dzieciom, pewnie też nie mówicie głośno, chociaż one znajdują opakowania po ciastkach czy batonach. I taka jest Tatiana, która przeżywa, że już wkrótce te okrągłe urodziny. Aż na jej drodze staje, ponownie, on, szkolna miłość. A przecież stara miłość nie rdzewieje czy jakoś tak. Normalnie pewnie bym powiedziała, że przysłowia są dość głupawe. W przypadku naszej bohaterki – zasugeruję jedynie, że czasem jednak jest w nich jakaś część prawdy.
Tak więc na czterdzieste urodziny możemy mieć gotowy romans, katastrofę albo historię bez happy endu. Może się też nic nie zmienić, bo przecież to historia już z czasów pandemii, zatem mocno odwołująca się do tego, co zobaczymy, gdy tylko wyjdziemy z naszego ciepłego domu.
Mimo to cała ta opowieść jest według mnie przegadana. Nie w treści, raczej przegadana Tatianą, która jest freelancerką dziennikarką i zapisuje te swoje potoki przemyśleń, z których niewiele wynika. Naprawdę. One nie posuwają treści do przodu, one jedynie pokazują, że nasza bohaterka ma w głowie gonitwę myśli. A to akurat wiemy bez konieczności ich czytania z dokładnością do przecinka.
Czyta się jak zwykle - całkiem nieźle. Natomiast czy ja bym chciała tę książkę wziąć do ręki ponownie? Nie, ale po tego rodzaju powieści raczej się nie wraca. Nawet jeśli jest się matką roku.
Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)
Gabriela Gargaś, „Matka roku”, Wydawnictwo Skarpa Warszawska, 2021
Komentarze