„Moja ukochana bestia” - recenzja

Recenzja książki „Moja ukochana bestia”.
„Moja ukochana bestia. Masza, ocalona półdzika kotka, która mnie uratowała” to piękna opowieść o relacji i wszystkich jej obliczach. Opowieść o pełnej akceptacji towarzysza życia, a także przestrzeni, jakiej każdy czasem potrzebuje. „Moja ukochana bestia…” opowiada o niezwykłej relacji autora z jego ukochaną kotką Maszą.

Książka jest tak naprawdę pamiętnikiem wspomnień autora. Opowieścią o jego życiu prowadzonym wspólnie z kotką Maszą. Historia zaczyna się w momencie, gdy autor rozpoczął poszukiwania nowej towarzyszki życia. Z czasem dowiadujemy się, że koty od najmłodszych lat były ważnym  elementem życia Caleba Carra. 

Autor w opowieść wplata różne tematy poboczne, które mają znaczenie dla całości historii. Jednym z takich tematów jest trudne dzieciństwo. Na podstawie wspomnień autora możemy dokładnie prześledzić stopniowe izolowanie się dziecka od świata i ludzi na rzecz relacji ze zwierzętami – szczególnie kotami. Caleb Carr już w dzieciństwie uznał towarzystwo kotów za zdecydowanie bezpieczniejsze od towarzystwa dorosłych. W wieku dziecięcym doświadczał przemocy psychicznej i fizycznej ze strony najbliższych ludzi, którzy powinni go chronić przed wszelkim złem świata.

Koty stały się więc dla niego bezpieczną przystanią, dawały młodemu Calebowi zrozumienie, akceptację, której dziecko tak bardzo potrzebuje. To właśnie w relacji z kotami ten mały chłopiec znalazł zrozumienie. Autor w swoim życiu miał ich kilka, jednakże to właśnie Masza była tą wyjątkową kotką, o której autor zdecydował się napisać książkę. Ich wspólne życie trwało aż 17 lat. 

Książka nie jest jedynie pamiętnikiem, to prawdziwa  skarbnica wiedzy o wychowaniu kotów. Niesamowite jest to, z jaką uważnością i zaangażowaniem autor podchodzi do relacji z Maszą. Ogrom wiedzy na temat zwyczajów, reakcji na różne sytuacje, a także upodobań tych wspaniałych „czworołapnych” istot zachwyca. Co zaskakujące, bardzo wyraźnie można poczuć, że mężczyzna traktuje swoją kotkę na równi ze sobą w tej relacji. Wielokrotnie podkreśla, że Masza ma dokładnie takie same prawa jak on, zaznacza, iż nie jest ona jego własnością, ale żywą istotą z jednakowymi prawami.

Historia jest niezwykle poruszająca, przechodzimy z autorem przez całe ich wspólne życie. Czytelnik staje się pasażerem tej „podróży”, obserwując niczym z okna pociągu historię istnienia, miłości. Poza pięknymi chwilami są też smutne, ciężkie momenty. Pędzimy jak  pociąg, zatrzymując się tylko na poszczególnych stacjach i nim się zorientujemy, musimy poradzić sobie z przemijaniem, upływem czasu i świadomością, że wkrótce coś się skończy. 

„Moja ukochana bestia” uświadomiła mi, że życie bez towarzysza egzystencjalnej „podróży” jest często puste i przytłaczające. Niestety w każdej relacji nadejdzie w końcu czas pożegnania, co jest często najtrudniejszym etapem życia. Zdarzały się momenty, kiedy książka męczyła. Wpływ na to miała znikoma ilość dialogów. Po skończonej lekturze stwierdzam jednak, że absolutnie niczego jej nie brakuje. Książkę polecam szczególnie miłośnikom zwierząt oraz osobom poszukującym refleksyjnej i wzruszającej lektury. 

Nikola Czerwińska

Caleb Carr, „Moja ukochana bestia. Masza, ocalona półdzika kotka, która mnie uratowała”, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat