Bardzo często bywa tak, że gdy chcemy uniknąć kłopotów i na wszelki wypadek pozostajemy w cieniu, to okazuje się, że działa jakaś magiczna siła, która te problemy przyciąga. A im bardziej od nich uciekamy, tym bardziej do nas lgną.
Niels Oxen – czterdziestoletni weteran wojenny pragnie tylko upragnionego spokoju. W sylwestrową noc trafia na wyspę, na której zamierza spędzić noc. Wtedy też, przerabiając rumuńskich rzezimieszków na miazgę, ratuje życie starszemu rybakowi, który w podzięce za ocalenie daje Oxenowi schronienie i pracę. Mężczyznę cieszy taki obrót spraw, gdyż wyspa znajduje się na uboczu, a ostatnie czego potrzebuje to jakiekolwiek zainteresowanie. Wie on doskonale, że tytułowi mroczni ludzie chcą go dopaść i zabrać to, co do nich należy.
W tym samym czasie, gdy Niels Oxen chowa się na wyspie, zawodowa partnerka - Margrethe Franck – szuka go, ciągnąc za sobą ogon i ściągając na bohatera wielkie niebezpieczeństwo. Od tej pory Oxen będzie musiał walczyć na śmierć i życie z dużo silniejszym przeciwnikiem. Czy z tej opresji uda mu się wyjść cało?
„Mroczni ludzie” są pierwszym utworem Jensena, z którym się zetknęłam. Nie czytałam poprzedniej części trylogii – „Zanim zawisły psy” – i to był błąd. Druga część w dużej mierze składa się z nawiązań do poprzednich wydarzeń, bohaterów, problemów. Powodowało to na tyle duży dyskomfort, że przerwałam czytanie drugiej części, wypożyczyłam i przeczytałam pierwszą, a następnie znów wróciłam do drugiej.
Bogiem a prawdą – do przeczytania powieści nakłonił mnie blurb na okładce. „Czytaj i drżyj” - napisał wydawca. Przeczytałam pierwsze zdanie: „Księżyc wisiał na niebie wielki i jasny, na jego tle, na krawędzi trwał nieruchomo szczur – tłusty i dumny”. I rzeczywiście – zadrżałam, a w trakcie lektury drżałam jeszcze wielokrotnie. Bo „Mroczni ludzie” to kawał dobrej kryminalnej literatury. Akcja nie zwalnia tempa do końca, bohaterowie – ani dobrzy, ani źli – nie są jednolici, a wszystko to skąpane jest w atmosferze tajemnicy, która momentami wręcz „dusi” czytelnika (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu).
Powieść jest naprawdę godna polecenia, jednak przed sięgnięciem po nią, trzeba zapoznać się z pierwszym tomem. Jej największym atutem jest zdecydowanie sam Niels Oxen – postać zdecydowanie nietuzinkowa, barwna, która naprawdę stwarza autorowi duże pole do działań. Ciekawa jestem, jakiego Oxena poznam w trzecim tomie trylogii, który albo już się ukazał, albo ma się ukazać niedługo.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Jens Henrik Jensen, „Mroczni ludzie”, Editio, Gliwice, 2019 r.
Komentarze