Deanna Raybourn napisała powieść, która zrywa z utartymi schematami – i bardzo dobrze. Billie, Mary Alice, Helen i Natalie to nie kolejne młode, idealnie wykreowane bohaterki rodem z hollywoodzkich produkcji. To kobiety po sześćdziesiątce, z życiowym bagażem, bliznami – widocznymi i ukrytymi – oraz z umiejętnościami, które przetrwały wiele prób i niejedno starcie.
Zacznijmy od początku. Billie, Mary Alice, Helen i Natalie to energiczne seniorki, które po ponad czterech dekadach żegnają się z zawodem. Nie była to jednak zwyczajna praca – przez lata każda z nich działała jako zawodowa zabójczyni na usługach tajnej, międzynarodowej organizacji. Raczej nie zdarza się, aby kariera w tak elitarnym gronie skończyła się spokojną emeryturą…
Bohaterki to przebojowe babcie – pełne zapału, błyskotliwe i gotowe udowodnić, że wiek to tylko metryka, a stare, sprawdzone metody wciąż potrafią działać, nawet w świecie zdominowanym przez technologię. Te charyzmatyczne sześćdziesięciolatki wzbudziły we mnie tyle sympatii, że zachciałam zostać ich najlepszą kumpelką! Deanna Raybourn serwuje czytelnikom historię pełną napięcia, niebezpiecznych misji i zwrotów akcji, ale też subtelnych przemyśleń o starzeniu się, kruchości ciała (no cóż, kolana w tym wieku dają o sobie znać) i o tym, jak wspomnienia potrafią tchnąć nowe życie w codzienność.
Na uwagę zasługuje nie tylko świetnie prowadzona narracja i cięty humor, ale także znakomicie napisane dialogi, fragmenty dotyczące II wojny światowej oraz przemian w globalnym układzie sił po jej zakończeniu. Każda z bohaterek musiała odnaleźć się w świecie rządzonym przez mężczyzn – i każda z nich zrobiła to z klasą. A przyjaźń, która ich połączyła, okazała się trwała i odporna na upływ czasu.
Autorka z niezwykłą lekkością splata dynamiczną fabułę z gorzkim humorem i potężną dawką kobiecej lojalności. Wymarzone „wakacje życia” okazują się pułapką, która prowadzi prosto ku śmierci, a byłe agentki nie wahają się ani chwili — natychmiast przeobrażają się w perfekcyjnie współpracujący zespół. Zamiast mundurów noszą eleganckie apaszki, a ich arsenał to nie tylko broń palna, ale też bystry umysł, cięty język i niezłomna wierność wobec siebie.
To książka, która sprawdzi się zarówno jako wakacyjna lektura, jak i towarzyszka długich, jesiennych wieczorów pod kocem. Czytałam ją z prawdziwą przyjemnością. Choć nie brakuje w niej humoru, to nie tylko lekka rozrywka. To opowieść pełna dynamicznych akcji, tajnych misji i świetnie zarysowanego tła obyczajowego. Znajdziemy tu sprytne fabularne zwroty, sarkastyczny humor i bohaterki, które nie szukają aprobaty, bo życie już je wystarczająco przetestowało. A więź, która łączy główne bohaterki, ich relacje i wspólne przeżycia to naprawdę poruszający i piękny element tej historii.
„Na ostrzu noża” to powieść, która tchnie nowe życie w szpiegowską konwencję – trzyma w napięciu jak rasowy thriller, ale nie brakuje jej też głębi, emocjonalnych niuansów i trafnych spostrzeżeń na temat dojrzałości, a także kobiecej tożsamości. To manifest siły dojrzałych kobiet – i świetna rozrywka w jednym.
Klaudia Dydymska
(klaudia.dydymska@dlalejdis.pl)
Deanna Raybourn, „Na ostrzu noża”, Wydawnictwo Czwarta Strona, Poznań, 2025.
Komentarze