Ostatnio pisałam o przeprowadzce tragicznej w skutkach (powieść „Zmyślenie”), tym razem punktem wyjścia jest zmiana miejsca zamieszkania wymuszona na głównej zainteresowanej. Fiona Lawson to typowa przedstawicielka londyńskiej klasy średniej: głęboko zaangażowana w sąsiedzkie relacje, pracująca na niepełny etat żona i matka dwóch urwisów. Kiedy wraca z krótkiego wyjazdu, zauważa na swym podjeździe ciężarówkę jednoznacznie sugerującą, że właśnie ktoś się wprowadza… do jej domu.
Domu wartego ponad dwa miliony funtów. Domu niewystawionego na sprzedaż. Domu, z którego nie pozostało już nic poza gołymi ścianami, również w sensie psychologicznym, ponieważ żyje z mężem Bramem w separacji, a ich kontakty ograniczają się do opieki nad dziećmi. Czyżby to jej prawie-były był za to wszystko odpowiedzialny? Dlaczego posunął się do czegoś tak okropnego i odzierającego z elementarnego poczucia bezpieczeństwa?
Na drugiej stronie karty tytułowej wyczytałam, że zakończenie zmienia wszystko. Te słowa sprawiły, iż od początku lektury towarzyszyło mi poczucie, iż na koniec cała historia zostanie wywrócona do góry nogami; okaże się, że wszystko, czego się dowiedzieliśmy, jest, co najwyżej, półprawdą, a winni okażą się ofiarami i na odwrót. Bohaterowie wydają się dość zwyczajni i pełni wad, ale nie da się im w pełni zaufać, bo przecież każde z nich przedstawia swoją wersję wydarzeń i ma własne powody, aby pewne sprawy przemilczeć. Sposób, w jaki zostaje poprowadzony wątek Fiony, w pewnym momencie zaczyna niebezpiecznie ocierać się o przerysowanie, jednak ostatnie strony naprawdę robią wrażenie, potwierdzając dobitnie, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.
Pomimo mrocznego tytułu i okładki „Na progu zła” jest (tylko) połączeniem powieści obyczajowej z elementami thrillera. Z reguły wolę większą dawkę napięcia, jednak Louise Candlish częściowo wynagrodziła mi jego niedobór, zawierając w książce kilka atrakcyjnych motywów, wliczając oczywiście intrygujące wprowadzenie i twist związany z ostatnią sceną. Dużym plusem jest nietypowa narracja. Akcja rozwijana się wielotorowo: mamy teraźniejszość przedstawianą za pomocą trzecioosobowego narratora oraz swego rodzaju retrospektywną przyszłość (!) w postaci transkryptu kryminalnego podcastu z udziałem Fiony, które są uzupełniane pierwszoosobowo przez jej prawie-ex-męża. Brzmi to może trochę dziwnie i zagmatwanie. Ważne, że się sprawdza, wprowadzając dynamizm i świeżość, a także pozwalając czytelnikowi przynajmniej częściowo wczuć się w niecodzienną, choć nie całkiem nieprawdopodobną sytuację, w jakiej znaleźli się główni bohaterowie.
Na minus zaliczyłabym porażającą naiwność oraz małostkowość postaci, a także zbyt rozbudowane opisy. Chwilami naprawdę można odnieść wrażenie, że przywiązanie Fiony do tego domu zakrawało na chorą obsesję, którą wyleczyć można tylko w drastyczny sposób. Więcej też czytamy o tym, co już się wydarzyło, niż jesteśmy tego realnymi obserwatorami, co może wywołać uczucie zniechęcenia, tak samo, jak naginająca rachunek prawdopodobieństwa liczba nieszczęść przypadająca na jedną osobę. Myślę, że z ponad 500 stron można by spokojnie wykroić sporą część bez szkody dla fabuły.
W ostatecznym rozrachunku powiedziałabym, że mam mocno mieszane uczucia względem „Na progu zła”. Początek i koniec są dobre, ale droga między tymi dwoma punkami bywa wyboista.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Louise Candlish, „Na progu zła”, Warszawa, Wydawnictwo MUZA SA, 2020 r.
* Nawiązanie do angielskiego tytułu
Komentarze