Uboga sierota, która dziedziczy wielką fortunę i osiąga ogromny sukces w świecie biznesu to opowieść jak z bajki. W obecnych czasach pochodzenie nie przekreśla szans na karierę, ale trudno uwierzyć, że ta historia mogła wydarzyć się w XIX wieku. Z niecierpliwością czekałam na kontynuację losów Joanny Gryzik i z przyjemnością sięgnęłam po „Panią na Kopicach”.
Autorka postanowiła rozpocząć akcję powieści w momencie poprzedzającym zaślubiny Hansa Ulricha z Joanną. Szczegółowe opisy ceremonii i posiadłości mogą momentami przytłaczać czytelnika, ale jednocześnie oddają ogrom pracy badawczej, jaką Kańtor włożyła w odtworzenie realiów epoki. Bogactwo detali historycznych nadaje książce dokumentalnego charakteru – to jej siła, ale i pewna słabość, bo chwilami spowalnia to narrację. Nie jest to więc pozycja, która zadowoli fanów wartkiej akcji, ale z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom literatury pięknej, która drobiazgowo przedstawia miejsce, czas, okoliczności.
Największym atutem książki pozostaje oczywiście postać głównej bohaterki. Joanna nie jest bierną obserwatorką wydarzeń, jak to bywa w bajkach, ale kobietą czynu – pionierką w biznesie, społeczniczką. Z przyjemnością czyta się ze szczegółami o jej szalonych, jak na tamte czasy, pomysłach, bo jak nazwać inaczej zastosowanie lokomotywy elektrycznej w kopalni w Szombierkach czy zapewnienie w zakładach darmowej opieki zdrowotnej. Widać, że kobieta nigdy nie zapomniała o swoich korzeniach i właśnie dlatego tak wielki nacisk kładła na rozwój inicjatyw społecznych. Z mężem udało jej się zrobić wiele dobrego dla osób z nizin społecznych. Przytułki, szkoły, sierocińce, domy starości, kasy zapomogowe dla sierot i wdów – te wszystkie inwestycje miały na celu zapewnić lepszy start ludziom pozbawionym nadziei przez okrutny los. Warto zastanowić się nad tym, jak postawa Joanny Gryzik, często kontrastuje z zachowaniem współczesnych elit, które rzadko biorą odpowiedzialność za słabszych.
Na uwagę zasługuje także sposób, w jaki autorka ukazała relację Joanny i Hansa. Ich małżeństwo, oparte jest na partnerstwie, co odbiega od ówczesnych norm społecznych i dzięki temu nabiera świeżości. To właśnie te elementy – partnerstwo, miłość, wspólne zaangażowanie w działalność społeczną – sprawiają, że książka nie jest tylko biografią zbeletryzowaną, lecz także opowieścią o wartościach, które nie tracą na aktualności. Oczywiście można zarzucić autorce, że skupia się raczej na faktach, pomijając emocjonalną stronę życia bohaterki. Książka chwilami przypomina więc kronikę, a nie typową biografię. Może wynika to z braku dostatecznej ilości informacji o życiu Joanny. W każdym razie nie przeszkadza to w odbiorze, bo najważniejsza w tej historii jest tytułowa Pani na Kopicach i jej osiągnięcia.
„Pani na Kopicach” to cenna i wartościowa lektura. To książka dla tych, którzy cenią powieści historyczne i kochają Śląsk, a także dla tych, którzy pragną poznać niezwykłą kobietę, która swoim życiem udowodniła, że „kopciuszek” naprawdę może stać się królewną. Szkoda, że zamek w Kopicach – niegdyś symbol tej bajki – dziś stoi w ruinie. Mam nadzieję, że ktoś w przyszłości napisze i jego historię na nowo. Solidna, oparta na faktach, wypełniona po brzegi detalami – taka jest książka Gabrieli Anny Kańtor.
Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)
Gabriela Anna Kańtor, „Pani na Kopicach” , Wydawnictwo MG, Kraków, 2025.