„Pani na Kopicach” - recenzja

Recenzja książki „Pani na Kopicach”.
Finałowa część dylogii Gabrieli Anny Kańtor stanowi idealne zamknięcie historii śląskiego Kopciuszka, historii o kobiecie, która wyprzedziła swoją epokę.

Uboga sierota, która dziedziczy wielką fortunę i osiąga ogromny sukces w świecie biznesu to opowieść jak z bajki. W obecnych czasach pochodzenie nie przekreśla szans na karierę, ale trudno uwierzyć, że ta historia mogła wydarzyć się w XIX wieku. Z niecierpliwością czekałam na kontynuację losów Joanny Gryzik i z przyjemnością sięgnęłam po „Panią na Kopicach”.

Autorka postanowiła rozpocząć akcję powieści w momencie poprzedzającym zaślubiny Hansa Ulricha z Joanną. Szczegółowe opisy ceremonii i posiadłości mogą momentami przytłaczać czytelnika, ale jednocześnie oddają ogrom pracy badawczej, jaką Kańtor włożyła w odtworzenie realiów epoki. Bogactwo detali historycznych nadaje książce dokumentalnego charakteru – to jej siła, ale i pewna słabość, bo chwilami spowalnia to narrację. Nie jest to więc pozycja, która zadowoli fanów wartkiej akcji, ale z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom literatury pięknej, która drobiazgowo przedstawia miejsce, czas, okoliczności.

Największym atutem książki pozostaje oczywiście postać głównej bohaterki. Joanna nie jest bierną obserwatorką wydarzeń, jak to bywa w bajkach, ale kobietą czynu – pionierką w biznesie, społeczniczką. Z przyjemnością czyta się ze szczegółami o jej szalonych, jak na tamte czasy, pomysłach, bo jak nazwać inaczej zastosowanie lokomotywy elektrycznej w kopalni w Szombierkach czy zapewnienie w zakładach darmowej opieki zdrowotnej. Widać, że kobieta nigdy nie zapomniała o swoich korzeniach i właśnie dlatego tak wielki nacisk kładła na rozwój inicjatyw społecznych. Z mężem udało jej się zrobić wiele dobrego dla osób z nizin społecznych. Przytułki, szkoły, sierocińce, domy starości, kasy zapomogowe dla sierot i wdów – te wszystkie inwestycje miały na celu zapewnić lepszy start ludziom pozbawionym nadziei przez okrutny los. Warto zastanowić się nad tym, jak postawa Joanny Gryzik, często kontrastuje z zachowaniem współczesnych elit, które rzadko biorą odpowiedzialność za słabszych.

Na uwagę zasługuje także sposób, w jaki autorka ukazała relację Joanny i Hansa. Ich małżeństwo, oparte jest na partnerstwie, co odbiega od ówczesnych norm społecznych i dzięki temu nabiera świeżości. To właśnie te elementy – partnerstwo, miłość, wspólne zaangażowanie w działalność społeczną – sprawiają, że książka nie jest tylko biografią zbeletryzowaną, lecz także opowieścią o wartościach, które nie tracą na aktualności. Oczywiście można zarzucić autorce, że skupia się raczej na faktach, pomijając emocjonalną stronę życia bohaterki. Książka chwilami przypomina więc kronikę, a nie typową biografię. Może wynika to z braku dostatecznej ilości informacji o życiu Joanny. W każdym razie nie przeszkadza to w odbiorze, bo najważniejsza w tej historii jest tytułowa Pani na Kopicach i jej osiągnięcia.

„Pani na Kopicach” to cenna i wartościowa lektura. To książka dla tych, którzy cenią powieści historyczne i kochają Śląsk, a także dla tych, którzy pragną poznać niezwykłą kobietę, która swoim życiem udowodniła, że „kopciuszek” naprawdę może stać się królewną. Szkoda, że zamek w Kopicach – niegdyś symbol tej bajki – dziś stoi w ruinie. Mam nadzieję, że ktoś w przyszłości napisze i jego historię na nowo. Solidna, oparta na faktach, wypełniona po brzegi detalami – taka jest książka Gabrieli Anny Kańtor.

Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)

Gabriela Anna Kańtor, „Pani na Kopicach” , Wydawnictwo MG, Kraków, 2025.




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat