„Pasażer na gapę” – recenzja

Recenzja książki „Pasażer na gapę”.
Mieli plan, motywację i mieli siebie. Wystarczyło z tego skorzystać. Na drodze do szczęśliwego zakończenia stanął im jednak Nowy.

Maciek i Magda – dzieciaki wychowane na blokowisku i tęskniące za wielką kasą - razem z paczką znajomych trudniących się włamaniami i kradzieżami planują skok życia. Włam, który miał ich ustawić na długie lata, kończy się tragicznie. Maciek, aby uniknąć więzienia, ląduje w szpitalu dla psychicznie chorych. O niczym jednak nie marzy tak, jak o wyjściu z zamknięcia i powrocie do ukochanej Magdy. Ma genialny pomysł, jednak w pokoju Maćka pojawia się nowy współpacjent. Od tej chwili wszystko zaczyna się bardzo komplikować.

„Pasażer na gapę” to przede wszystkim bardzo dobrze napisana (i przemyślana!) książka. Prostota i dynamizm języka, szybkość akcji i krótkie rozdziały sprawiają, że kolejne strony przewraca się niemal bezwiednie. Sama kilka razy złapałam się na myśleniu, że przeczytam jeszcze tylko jeden krótki rozdział... To też bardzo interesujący przykład tego, jak wiele można osiągnąć samym sposobem narracji, stylem pisania, oddziaływaniem na wyobraźnię czytelników. Fabuła bowiem, choć interesująca, nie jest tu najmocniejszym punktem. Myślę jednak, że nie o to w tej opowieści chodzi. Zadaniem czytelnika jest towarzyszyć bohaterom, dzielić ich emocje, wzdrygać się w bezsilnej złości, a nie ich wyprzedzać i próbować rozwiązać jakąś zagadkę.

„Pasażera na gapę” czyta się więc bardzo szybko, te 400 stron można bez problemu pochłonąć w dosłownie kilka godzin. Łatwo też przy tej lekturze stracić poczucie czasu. Choć opowieść ta jest brutalna, choć rozgrywka między bohaterami ma rys psychopatyczny, choć młodzi uciekinierzy chowali się na ulicy, to książka nie epatuje wulgarnością. Owszem, język dostosowany jest do tej historii w stu procentach, na próżno szukać jest eufemizmów czy opisów rozkwitającej przyrody, jednak okazuje się, że nawet rynsztokowy język można podać czytelnikom ze smakiem i zachowaniem umiaru.

Sam sposób budowania akcji zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Autor co jakiś czas odsłania przed czytelnikiem kolejne fragmenty historii. Retrospekcje są rozmieszczone w bardzo przemyślany sposób, dzięki czemu każdego z bohaterów możemy poznać i zrozumieć nieco lepiej. To nie jest czarno-biała powieść. Choć trudno jest usprawiedliwiać bohaterów, okazuje się, że ta historia może mieć wiele odcieni szarości.

To pierwsza powieść Adriana Bednarka, po którą sięgnęłam. I muszę przyznać, że to bardzo przyjemne powitanie z tym pisarzem. W oczekiwaniu na kolejne powieści zapewne sięgnę po te już wydane. A „Pasażera na gapę” polecam, jako szybką, choć pozostającą w pamięci, lekturę na lato.

AP
(biuro@dlalejdis.pl)

Adrian Bednarek „Pasażer na gapę”, Wydawnictwo Novae Res 2019



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat