„Piętno” Przemysław Piotrowski – recenzja

Recenzja książki „Piętno”.
Można uciekać w nieskończoność, ale przeszłość prędzej czy później i tak dopada człowieka.

Komisarz Igor Brudny pracuje w stołecznej policji. W życiu widział wiele, w pracy jest bezkompromisowy. W swoim surowym warszawskim świecie czuje się dobrze, nie zamierza go opuszczać. Aż do dnia, w którym jego przyjaciółka, podkomisarz Zawadzka, pokazuje mu nagranie z zielonogórskiego monitoringu. Komisarz Brudny orientuje się, że ogląda moment podrzucenia fragmentów ciała, a osobą, którą uchwyciła kamera jest on sam albo ktoś łudząco do niego podobny. Kim jest ten człowiek i dlaczego zabija? Komisarz Brudny udaje się do Zielonej Góry, miejsca, w którym pogrzebał swoje wcześniejsze życie. Chce znaleźć mordercę, udowadniając ponad wszelką wątpliwość, że sam jest niewinny, a przy okazji zmierzyć się ze swoimi demonami z przeszłości.

W Zielonej Górze dochodzenie prowadzi inspektor Romuald Czarnecki, doświadczony policjant, który nigdy nie lekceważy przeczucia. A tym razem podpowiada mu ono, że będzie to jedno z najbardziej nieoczywistych śledztw w jego karierze. Pytanie jednak brzmi: Czy inspektor będzie potrafił oddzielić podszepty przeczucia od głosu zdrowego rozsądku?

„Piętno” zabiera nas w pełną brutalności podróż, z licznymi niedomówieniami i motywami ukrywanymi do samego końca. Lubię takie książki, które długo budują napięcie, aby na końcu zwolnić hamulce i uwolnić lawinę zdarzeń. Lubię to poczucie, że wszystko zmierza w stronę nieuchronnego rozwiązania, ale po drodze napotykamy na ciekawe wątki i kolejne znaki zapytania. Lubię, gdy udziela się klimat książki i podczas całej lektury próżno szukać choć cienia znudzenia czy zniecierpliwienia. Wreszcie lubię, gdy książkę czyta się tak, jakby oglądało się film akcji.

Są tylko dwa elementy, które lekko popsuły mi przyjemność z lektury. Pierwszy to powtarzane na końcu kilku rozdziałów fraz, które miały utrzymać zainteresowanie czytelnika (takie w stylu: „Nie był świadomy, z jakim horrorem przyjdzie mu się wkrótce zmierzyć” czy „Już wkrótce na miasto miał paść blady strach”). Mam wrażenie, że do takich zabiegów musi uciekać się autor, gdy fabuła jest mało porywająca, a „Piętno” przecież bardzo dobrze broni się samo. Drugi, to pewna nieścisłość w fabule, której nie potrafię sobie w żaden sposób racjonalnie wytłumaczyć. Dotyczy wyjaśnienia pochodzenia pewnego dowodu (szczegóły w rozdziale 58). Poza tymi dwoma elementami i trochę zbyt hollywoodzką końcówką, nie mam tej powieści nic więcej do zarzucenia.

„Piętno” Przemysława Piotrowskiego to przemyślana i bardzo dobrze zbudowana historia. Z każdym kolejnym rozdziałem wzrasta czytelniczy apetyt i ciekawość, dokąd ten kryminał nas zaprowadzi. Autor nie ucieka od tematów trudnych, mrocznych sekretów, które jeszcze do niedawna tak chętnie zamiatano pod dywan. Nie pozwala nam odwrócić od nich oczu. I dobrze.

Po tę książkę zdecydowanie warto sięgnąć, poczuć ten klimat, zagłębić się w umysł mordercy, towarzyszyć śledczym w tym pełnym niespodzianek dochodzeniu, poznać Zieloną Górę i okolice z nieco innej, bardziej mrocznej strony.

Spędzanie większej ilości czasu w domu sprzyja sięganiu po książki. A z „Piętnem” Przemysława Piotrowskiego czas mija niezwykle szybko.

AP
(biuro@dlalejdis.pl)

Przemysław Piotrowski, „Piętno”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2020



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat