„Piżama, prosecco i święty spokój” – recenzja

Recenzja książki „Piżama, prosecco i święty spokój”.
„Piżama, prosecco i święty spokój” to szczera, ciepła i pełna humoru książka o zmęczeniu, emocjach i odpuszczaniu. Idealna na wieczór tylko dla siebie.

Ja jestem posłuszną czytelniczką. Jeśli tytuł mówi „piżama, prosecco i święty spokój”, to ja nie wchodzę w polemikę, tylko grzecznie wykonuję polecenia. Wyciągam najwygodniejszą piżamę, nalewam coś dobrego do kieliszka, zakopuję się w kołdrze i – jeśli trzeba – logistycznie ogarniam dom tak, żeby przez najbliższe godziny nikt ode mnie niczego nie chciał. Bo skoro książka obiecuje spokój, to ja ten spokój traktuję bardzo poważnie.

I tak trafiłam na felietony autorstwa Anety Węgrzynowskiej – i bardzo szybko okazało się, że to nie jest zwykła lektura na wieczór. To doświadczenie, trochę jak domówka u przyjaciółki, na którą wpadasz „na chwilę”, a wychodzisz po kilku godzinach, lżejsza, rozbrojona i z poczuciem, że ktoś właśnie nazwał rzeczy, których sama nie umiałaś ubrać w słowa.

Te felietony mają w sobie coś niebezpiecznie prawdziwego. Nie są ani przesadnie literackie, ani przesłodzone, ani „życiowe” w tym sztucznie motywacyjnym sensie. Są jak rozmowa, w której nikt nie udaje, że wszystko ogarnia. Taka, w której można usiąść w dresie, z rozmazanym makijażem powiedzieć „słuchaj, nie daję już rady” i zamiast złotych rad dostać zrozumienie, śmiech, czasem chusteczkę, a czasem delikatnego, mentalnego kuksańca.

Najbardziej uderzyło mnie to, jak bardzo ta książka rozprawia się z mitem „ogarniętej kobiety”. Wiecie, tej, która ma perfekcyjnie posprzątane mieszkanie, zdrowe obiady, poukładane życie, świetną pracę i jeszcze zdąży zrobić peeling, jogę i analizę własnych emocji przed snem. Aneta Węgrzynowska bardzo spokojnie, ale stanowczo mówi: a jeśli to wszystko jest po prostu nie do udźwignięcia?

W odpowiedzi pojawia się przestrzeń na coś, co brzmi banalnie, ale w praktyce jest rewolucją – na słabość. Na zmęczenie, nieogarnięcie, na ten jeden pechowy dzień, w którym kawa rozlewa się na nowy dywan, lista zadań patrzy na nas z wyrzutem, a my najchętniej schowałybyśmy się pod kocem i udawały, że świat na chwilę przestaje istnieć.

Ta książka nie próbuje nas z tego wyciągnąć siłą. Ona raczej siada obok i mówi: „dobra, to posiedźmy tu razem chwilę”. I ja chyba właśnie tego potrzebowałam najbardziej. Bo gdzieś między pracą, obowiązkami i próbą bycia dobrą w każdej roli, bardzo łatwo jest zgubić samą siebie. A tutaj nagle ktoś odwraca to lustro w naszą stronę i mówi: zobacz, to ty jesteś teraz najważniejsza.

Nie znajdziecie tu pompatycznych porad ani planów zmiany życia w siedmiu krokach. Zamiast tego są pytania, które brzmią prosto, ale trafiają w punkt. Jak się teraz czujesz? Jak chcesz się czuć? I nagle okazuje się, że odpowiedź wcale nie musi być rozpisana na pięć stron. Czasem wystarczy jedno zdanie. Jedno uczciwe „chcę w końcu poczuć spokój”.

To książka, która nie dokłada, ale odejmuje. Zdejmuje z nas kolejne warstwy presji, oczekiwań i przekonań, że zawsze musimy dawać radę. I robi to z humorem, lekkością i serdecznością, które nie są przesłodzone, tylko bardzo ludzkie. Więc jeśli czujecie, że trochę się w tym wszystkim pogubiłyście, że biegniecie i nie do końca wiecie dokąd, że wasze „ogarniam” zaczyna się sypać – to zróbcie dokładnie to, co sugeruje tytuł. Załóżcie piżamę, nalejcie prosecco i dajcie sobie święty spokój. Resztą zajmie się ta książka.

Katarzyna Chober

Aneta Węgrzynowska, „Piżama, prosecco i święty spokój”, Wydawnictwo BookEdit, Kiełpin, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat