„Porachunki osobiste” - recenzja

Recenzja książki „Porachunki osobiste”.
„Porachunki osobiste” nie są książką, którą czyta się dla fabuły, bo jej praktycznie tutaj nie ma. To bardziej zbiór wspomnień, przemyśleń i różnych historii z życia Leopolda Tyrmanda. Czytając ją, miałam wrażenie, jakbym zaglądała do czyjegoś pamiętnika, a nie do zwykłej powieści. Autor opisuje swoje doświadczenia i często przechodzi z jednego tematu do drugiego, przez co momentami łatwo się pogubić.

Szczerze mówiąc, nie była to dla mnie łatwa lektura. Były fragmenty, które naprawdę mnie zaciekawiły i czytałam je z przyjemnością, ale były też takie, przy których ciężko było mi się skupić. Kilka razy łapałam się na tym, że odpływam myślami i musiałam wracać do wcześniejszych stron. To zdecydowanie nie jest książka, którą czyta się jednym tchem albo taka, od której trudno się oderwać.

Mimo tego nie uważam, że była zła. Po prostu trzeba wiedzieć, czego się po niej spodziewać. Jej największym plusem jest to, że pokazuje codzienne życie i realia tamtych czasów z perspektywy osoby, która naprawdę wtedy żyła. Dzięki temu można lepiej wyobrazić sobie, jak wyglądała rzeczywistość i z czym ludzie musieli się mierzyć. Dla mnie właśnie to było w niej najciekawsze i niezwykle wartościowe.

Czy ta książka mnie porwała? Raczej nie. Uważam jednak, że warto ją przeczytać, zwłaszcza jeśli ktoś interesuje się historią albo chce zobaczyć, jak wyglądało życie z punktu widzenia zwykłego człowieka. Nie czyta się jej łatwo, ale można z niej wynieść coś więcej niż tylko samą historię. Myślę, że właśnie to jest jej największą zaletą.

Sonali Gupta

Leopold Tyrand, „Porachunki osobiste”, Wydawnictwo MG, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat