„Prowincja pełna marzeń” - recenzja

Recenzja książki „Prowincja pełna marzeń”
Mazury to magiczna kraina z sielskim krajobrazem i trudną historią. Nic dziwnego, że to tam Katarzyna Enerlich umieściła akcję swojej powieści.

Kto z nas nie miał kiedyś ochoty uciec od zgiełku wielkiego miasta i zaszyć się gdzieś na prowincji, by odpocząć, posłuchać swoich myśli i poobcować z naturą? Katarzyna Enerlich rozumie tę tęsknotę za prostotą, dlatego główną bohaterką swojej powieści uczyniła dziennikarkę lokalnego czasopisma Ludmiłę. Dziewczyna zbliża się do czterdziestki, jej rodzice już nie żyją, nowy szef knuje i generuje problemy, a na jej drodze staje tajemniczy Niemiec, który szuka korzeni swojej rodziny. Jak rozwinie się ta historia?

„Prowincja pełna marzeń” to prosta, przyjemna opowieść o zwykłych ludziach, którzy mają swoje obawy, lęki, marzenia, plany. Autorka prowadzi narrację niespiesznie, oszczędnie dawkując nam informacje o bohaterach i oprowadzając nas po mazurskiej okolicy. Niestety, postacie drugoplanowe pozostają niewyraźne, a sama Ludmiła – początkowo rozsądna i stabilna – z czasem zaczyna zachowywać się chaotycznie, chwilami wręcz jak rozemocjonowana nastolatka. Szkoda, bo ta postać ze swoją przeszłością miała potencjał. Wszyscy partnerzy Ludmiły, ci obecni i ci byli, mają w sobie coś niepokojącego. Są zaborczy i chwilami, aż zbyt wyraźnie machają do niej czerwoną flagą, czego nasza bohaterka wydaje się nie zauważać.

Ta historia ma w sobie urok i emocjonalną głębię, ale całość chwilami traci lekkość, popadając w pretensjonalność. Żałuję, bo zapowiadało się całkiem interesująco. Wątek polsko-niemieckich relacji został zarysowany ciekawie, ale zbyt powierzchownie, głównie przez pryzmat stereotypów. Nie mogę jednak powiedzieć, że czas przy lekturze uważam za stracony. Mimo że chwilami wkurzałam się na główną bohaterkę, to bardzo chciałam poznać finał tej historii, życzyłam jej szczęścia i odnalezienia spokojnej przystani w mazurskich okolicznościach natury.

„Prowincja pełna marzeń” to opowieść pachnąca ziołami i przypominająca o przeszłości, to historia o kamienicach, które „szepczą” do swoich mieszkańców. Niedoskonała, ale chwytająca za serce, piękna w swej prostocie, ale chwilami infantylna. Mazury są tu tylko tłem, by opowiedzieć o Ludmile – dziewczynie, która kocha swoją małą ojczyznę i szuka kogoś, kto spojrzy na Mazury jej oczami. Książka Katarzyny Enerlich przypadnie do gustu czytelnikom literatury obyczajowej, którzy szukają klimatycznej, nastrojowej opowieści i potrafią przymknąć oko na pewne fabularne niedociągnięcia.

Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)

Katarzyna Enerlich, „Prowincja pełna marzeń” , Wydawnictwo MG, Kraków, 2025.




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat