Wydawca zdradza, że „Przepisy kulinarne ze świata Tolkiena” to zbiór ponad 70 przepisów – od chleba jabłkowego z Ustroni, lunchu Pippina w Minas Tirith i zapiekanki z ryb z Brandywiny, po buraki marynowane po krasnoludzku, ciasteczka z Zachodniej Ćwiartki i dwakroć pieczone ciastka Beorna. Czytelnik wyrusza w pobudzającą apetyt i wyobraźnię podróż przez Śródziemie.
Na wstępie warto zaznaczyć, iż autor czerpie inspiracje z twórczości Tolkiena, ale tytuł nie jest autoryzowany przez jego rodzinę (ani jego samego). Są to więc wyobrażenia Roberta Tuesleya Andersona na temat jedzenia z powieści kultowego autora.
Książka wygląda bardzo elegancko. Zarówno gruba oprawa, jak i wnętrze, cieszą oczy finezyjnymi grafikami i ozdobnikami. Czcionka i stonowana kolorystyka dopełniają całości, przekładając się na klimat rodem z fantastycznego świata pełnego magii. Niestety tkwi w tym niefunkcjonalny haczyk, jakim jest brak fotografii wielu potraw. W przypadku tych zwyklejszych nie jest to duży problem, jednak w przypadku mało popularnych to już trochę kłopotliwe. Dobrze byłoby mieć wyobrażenie, do czego dążymy, tworząc danie. Choć kolejne kroki autor objaśnia dość dokładnie, wydaje mi się, że zwłaszcza początkujący w kuchni poczuliby się pewniej, gdyby zobaczyli ostateczny efekt gotowania. Nie każdy musi być znawcą kuchni z różnych zakątków świata i np. wiedzieć, do czego dąży, biorąc się za frittatę czy bannock. Trochę bardziej wybaczalne jest to w przypadku chleba lembas, który został wykreowany na potrzeby serii, ale i tu fotografia byłaby pożądana. Krótkie opisy wprawdzie są, jednak nie każdy posiada bogatą, kulinarną wyobraźnię.
Opisy nawiązujące do świata Tolkiena chwilami wydają się wręcz poetyckie i pobudzają wyobraźnię, podsycając apetyt na daną potrawę. Motywuje to do działania, acz na tym autor nie poprzestał. Podobało mi się zarysowanie kontekstu związanego z kulturą i historią Śródziemia oraz wyjaśnienie, jaki dana potrawa ma związek z jego mieszkańcami.
W książce znajdziemy różnorodne przepisy, zarówno na słodko, jak i wytrawnie. Podzielono je według okazji/pory: śniadania, drugie śniadania, przekąski, lunche, podwieczorki, obiady i kolacje oraz napoje. Jest ich naprawdę sporo i nie można zarzucić im powtarzalności.
Przepisy są zróżnicowane pod względem skomplikowania. Pochwalić należy je za uniwersalność, bo w większości opierają się na dostępnych składnikach albo takich, które z łatwością da się zastąpić. Niektóre mają tajemnicze, ciekawie brzmiące nazwy, które mogą trochę dziwić, ale okazują się... względnie zwykłymi rzeczami do zrobienia w trochę niezwykły sposób (np. skrzydła nietoperzy, które można zrobić ze skrzydełek kurczaka). Niecodzienność nie kończy się na nazwach. Niektóre dania jak np. słodkie placki z kminkiem czy dwukrotnie pieczone ciastka wydają się naprawdę nie z tego świata, że aż się chce z nimi eksperymentować. Niestety, stanowią tylko część. Dużo dań opiera się o elementy gotowe, jak np. ciasto filo. Osobiście nie przepadam za takimi rozwiązaniami, bo mając ochotę zrobić coś z książki kucharskiej, chcę to zrobić od zera. Sporo potraw wydaje się „zapychaczami” jak np. owsianki lub zupa z włoszczyzny. Z czasem można mieć wrażenie pewnej powtarzalności, jednak mimo to, każdy wśród przepisów będzie w stanie, znaleźć coś dla siebie. Większość potraw zachowuje przyjemny, „śródziemiowy” klimat, więc potrafią się obronić.
„Przepisy kulinarne ze świata Tolkiena” są nie tylko całkiem pomysłową książką kucharską, ale też gratką dla fanów Tolkiena, którzy nie czują się mocni w kuchni. Z nią nietrudno „wkręcić się” w gotowanie. Jednocześnie nie trzeba być wielkim fanem, by znaleźć w niej coś dla siebie i czerpać radość z magicznego klimatu i gotowania.
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
Robert Tuesley Anderson, „Przepisy kulinarne ze świata Tolkiena”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2025.