Najbardziej podobało mi się to, że fabuła nie jest przewidywalna. Kilka razy byłam przekonana, że wiem, w którą stronę skieruje się akcja, a chwilę później okazywało się, że jednak nie miałam racji. Plot twisty są porządnie zrobione i nie wyglądają, jakby były wrzucone na siłę, by zaskoczyć czytelnika. Widać, że autor miał pomysł na tę historię i umiał go wykorzystać.
Duży plus należy się też za sam świat i kreatywność. Nie miałam wrażenia, że czytam kolejny raz to samo tylko z innymi bohaterami. Historia ma swój klimat i przez większość czasu trzyma czytelnika w napięciu.
Muszę się też trochę pośmiać z autora, bo mam wrażenie, że jego ulubionym wyrażeniem jest „lodowaty dreszcz”. Jak przeczytałam to pierwszy raz, to nic. Drugi raz, też. Ale później zaczęłam to wyłapywać i za każdym kolejnym miałam odczucie „jest, wrócił”. Nie wiem, czy to był zamierzony running joke, ale u mnie zadziałał.
Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to do zakończenia. Nie będę spoilerować, ale po tym, jak dobrze czytało mi się całą książkę, liczyłam na trochę mocniejszy finał. Nie zepsuło mi to całej historii, ale zamknęłam książkę z myślą, że można było wycisnąć z tego trochę więcej.
Ogólnie uważam, że to naprawdę dobra książka, którą czyta się szybko i z przyjemnością. Jeśli lubicie historie z częstymi zwrotami akcji i nie chcecie przebijać się przez kilkadziesiąt stron opisów, to „Przyszłość 2.0” zdecydowanie warto przeczytać.
Sonali Gupta
Adrian Kłęk, „Przyszłość 2.0. Ukryta sieć”, Wydawnictwo Novae Res, Gdynia, 2026.
Komentarze