Raj na drugim końcu świata

Recenzja książki „Powrót do Edenu”.
Oto opowieść o Australii, która nie zaczyna się w Operze w Sidney i nie kończy na kangurach.

Wyobraźmy sobie, że z własnej, nieprzymuszonej woli zmieniamy miejsce zamieszkania. Ale nie na sąsiednią ulicę, do pobliskiego miasta czy kraju, a na drugi koniec kuli ziemskiej – do Australii. Mało tego, wraz z przeprowadzką żegnamy się niemal ze wszystkimi zdobyczami cywilizacji, bez których teraz nie wyobrażamy sobie życia: z Internetem, komputerem, telewizją, radiem, prasą, z centrami handlowymi… W zamian za to otrzymujemy zmasowany atak moskitów, pełzające wokół domu węże, klimat nie do zniesienia i zadaszoną platformę zamiast domu. Nie brzmi zbyt zachęcająco? Być może, ale w końcu, czego się nie robi dla miłości.

I to właśnie z miłości do małomównego Johna, Anna zmienia całe swoje życie, porzuca to, co znajome i bezpieczne dla wielkiej przygody u boku ukochanego w nieokiełznanej Australii. Jednak nowe życie wcale nie zapowiada się na sielankę. Na Annę czeka nie tylko walka z żywiołami i samą sobą, ale także szalona mama Johna, jego ekscentryczna przyjaciółka i pełni dystansu Aborygeni. A miłość, która miała pozwolić Annie na w miarę bezbolesne zmiany, okazuje się wymagać ciągłej pielęgnacji, cierpliwości i tolerancji.

„Powrót do Edenu” urzeka opisami australijskiej przyrody. Widziane oczyma „naszej” dziewczyny (choć nie do końca wiadomo, czy Anna na pewno pochodzi z Polski) fauna i flora tego państwa, czarują i wzbudzają dreszcze jednocześnie. Niewątpliwym atutem książki są też wplecione opisy kultury, zwyczajów, wierzeń, historii Australii. Dzięki nim opowieść o Annie staje się znacznie bardziej realna, żywa i poruszająca. Nie wiem, czy taki efekt udałoby się osiągnąć pisarzowi, który nie zetknąłby się z tym krajem osobiście. Anna Burton od wielu lat mieszka w Australii, a więc nie można nie uwierzyć w obraz kraju, który przedstawia w „Powrocie do Edenu”.

Początkowo miałam pewne trudności w przekonaniu się do stylu narracji proponowanego przez autorkę. Krótkie, pojedyncze zdania, konstruowane, jakby przy każdym z nich pojawiało się hasło: klatka – stop!, uniemożliwiały mi płynną lekturę. „Powrót do Edenu” przypominał mi bardziej reportaż niż opowieść o miłości. Z czasem jednak przekonałam się do takiego języka, odnajdując w tej prostocie szczerość przekazu.

Niestety, podobny problem miałam ze zrozumieniem, a tym samym polubieniem bohaterki. Jej emocje, a dokładniej to, jak zostały one zaserwowane czytelnikowi nie za bardzo do mnie przemawiały. Dopóki Agnieszka Burton nie napisała wprost, co Anna czuje, nie byłam w stanie zrozumieć zachowania bohaterki. Podobnie jednak, jak w przypadku języka problem ten tracił na znaczeniu wraz z lekturą „Powrotu do Edenu”.

Agnieszka Burton niewątpliwie stworzyła bardzo ciekawą opowieść. Nawet zakończenie, które dla niektórych czytelniczek z pewnością będzie rozczarowujące, osobiście uważam za przemyślane dopełnienie tej historii.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Agnieszka Burton, „Powrót do Edenu”, Replika 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat