W parku, w cichej okolicy renomowanej szkoły dla dziewcząt, zostają odnalezione zwłoki nastoletniego chłopaka. Po długim i starannym śledztwie nie udaje się jednak ustalić profilu zabójcy. Rok po tragedii na światło dzienne wychodzą jednak zupełnie nowe fakty, które mogą w końcu pomóc w ujęciu bezwzględnego mordercy.
Na tytułowej ścianie sekretów, czyli zwykłej korkowej tablicy, na której uczennice szkoły Świętej Kildy zwierzają się ze swoich najskrytszych tajemnic niespodziewanie pojawia się zdjęcie zamordowanego Chrisa Charpera, opatrzone podpisem: „Wiem, kto go zabił”.
Śledztwo zostaje ponownie otwarte, a cała sprawa zdaje się być bezpośrednio powiązana z dwoma wrogo nastawionymi wobec siebie szkolnymi obozami, reprezentowanymi przez grupę dziewczyn skrywających wiele niejednoznacznych i mrocznych sekretów…
Tana French i jej „Ściana sekretów” to bardzo niejednoznaczna powieść kryminalna, która nie każdemu, niestety, przypadnie do gustu. Specyficzna, niemal rozwlekła akcja, charakteryzująca się bogactwem opisów oraz dość wybrakowanym dialogiem, nierzadko bowiem sprawi, iż czytelnik, zamiast skupić się na lekturze i towarzyszących jej emocjach, momentami po prostu może usnąć.
I choć autorce w żaden sposób nie można zarzucić braku umiejętności w budowaniu napięcia, bo te w odpowiednich momentach da się łatwo dostrzec, to jestem przekonana, że cała historia, wzbogacona o kilka dodatkowych dialogów, stałaby się z miejsca po prostu ciekawsza.
Tana French jest prawdziwą mistrzynią w kreowaniu niejednoznacznych, trudnych do zdefiniowana postaci. Dojrzewające nastolatki otwarcie manipulują funkcjonariuszami policji, zgrabnie przeplatając prawdę z fikcją czy umiejętnie skrywając tajemnice. Czytelnik kluczy więc pomiędzy splątaną siatką półprawd, dokonując nieustannej próby odkrycia tożsamości zabójcy.
Podczas lektury powieści wielokrotnie urzekała mnie również bardzo specyficzna atmosfera niepewności i grozy, pełna niejasnych zeznań świadków, skrywanych przez uczennice sekretów, czy w końcu nieustannych domysłów policji oraz samego czytelnika, który z rosnącą ciekawością obserwuje nieumiejętne kroki śledczych.
Choć „Ściana sekretów” jest bez dwóch zdań potężnym tomiszczem, liczącym ponad 600 stron, to całość czyta się całkiem szybko i mimo wspomnianej wyżej swoistej rozwlekłości w opisach, trudno odłożyć tę powieść bez odkrycia finału historii i tajemnicy morderstwa umiejętnie ukrywanej za murami szkoły Świętej Kildy.
„Ściana sekretów” to całkiem wciągająca, choć momentami nierówna opowieść, charakteryzująca się oddziałującą na zmysły specyficzną atmosferą tajemnic i półprawd, momentami wzbogaconą zaś niepotrzebnie o przydługie i nudne opisy, które niejednego czytelnika po prostu zmęczą w trakcie lektury. Autorka ma o tyle specyficzny styl pisania, że trzeba go po prostu polubić.
Joanna Jagieła
(joanna.jagiela@dlalejdis.pl)
Tana French, Ściana sekretów, Warszawa, Albatros, 2016
Komentarze