„Sekret Heleny” – recenzja

Recenzja książki „Sekret Heleny”.
„Sekrety są jak rak. Ropieją niczym rana. Pożerają wnętrzności, zmieniając człowieka w kruchą skorupę.”

Tym razem zamiast patetycznego wstępu – a taki chciałam napisać – będzie krótkie, acz treściwe zdanie. Kocham pisarstwo Lucindy Riley. To jest chyba jedna z niewielu autorek, która jeszcze nigdy mnie nie rozczarowała swoją powieścią. Urzekł mnie „Sekret listu”, czytając w zaawansowanej ciąży „Drzewo Anioła” ryczałam jak jakaś psychopatka na pół osiedla, a kiedy poznaję kolejne perypetie sióstr D’Aplièse – miękną mi nogi i kołacze serce.

„Sekret Heleny” to powieść, która pachnie oliwą, winem, ciepłym wieczorem spędzonym na tarasie, powiewem letniego wiatru. To książka, która zamyka w sobie wszystko to, co kojarzy się z latem – wakacyjną miłość, intensywność barw, parny klimat rajskiej wyspy, a także… tajemnice sprzed lat.

Tytułowa bohaterka – Helena – to szczęśliwa mężatka i matka trojga dzieci. Kobieta w spadku po swoim ojcu chrzestnym otrzymuje starą, a zarazem piękną posiadłość na Cyprze, do której zamierza się wprowadzić. Mogłoby się wydawać, że życie Heleny jest jak z bajki. Kobieta, mimo czterdziestu lat na karku, jest piękna i szczupła, ma piękny dom, kochającą rodzinę i grupę zaufanych przyjaciół. Jest jednak coś, co spędza jej sen z powiek. To tajemnica, która od lat – powolutku i niezauważalnie – zamienia jej życie w przezroczyste więzienie; tajemnica, która coraz mocniej zaciska niewidzialny sznur na jej gardle… Czy sekret Heleny ujrzy wreszcie światło dziennie? Czy jej bliscy będą w stanie unieść ciężar grzechów sprzed lat?

Książka jest ciekawa i dynamiczna; fabuła toczy się tylko podczas dwóch letnich miesięcy. Lucinda Riley tym razem odeszła od swojego modelu powieści, w którym czasy współczesne przeplatają się z historycznymi na rzecz narracji trzecioosobowej przeplatanej urywakami z dziennika Alexa – syna Heleny. Powrót do przeszłości bohaterki występuje tylko w dwóch, dość krótkich rozdziałach. Całość, mimo wielowątkowości, jest spójna, logiczna, a pojawiające się drugoplanowe postacie okazują się czasem być ważniejsze niż mogłoby się wydawać. Dużo w niej również nawiązań do mitologii – główna bohaterka Helena – podobnie jak jej mityczny pierwowzór – jest piękna, a z czasem wokół jej osoby wybucha wielka awantura. Nazwa odziedziczonej posiadłości też nie jest przypadkowa - każdy przecież doskonale wie, co kryło się w puszce Pandory…

„Sekret Heleny” każdy musi odkryć sam. Ta powieść nieco różni się od reszty książek autorki. Mam wrażenie, że jest nieco spokojniejsza, bardziej wyważona, co oczywiście nie jest wadą, a wręcz przeciwnie – to właśnie spokój pozwala nam delektować się każdym słowem jej treści.

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Lucinda Riley, „Sekret Heleny”, wyd. Albatros, Warszawa, 2019 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat