Tematyka seryjnych morderców jest mi znana, czasem aż żałuję, że za bardzo. Ciężko jest znaleźć w katalogu zapowiedzi coś naprawdę nowego i niewałkowanego przez rozmaitych pisarzy i badaczy dziesiątki razy. Tym bardziej ucieszyłam się, że wreszcie udało się osiągnąć ten cel za sprawą książki „Seryjni mordercy II Rzeczypospolitej” Kamila Janickiego. Autor postanowił zgłębić w niej sylwetki kilku wybranych (prawdopodobnie najlepiej opisanych) rodzimych zwyrodnialców, którzy wielokrotnie pozbawiali życia w okresie chwilowego oddechu od wojennej zawieruchy.
Solidnie wydana pozycja zawiera cztery rozdziały poświęcone każdemu sprawcy (w dwóch przypadkach zabijała więcej niż jedna osoba); epilog; notę od autora; bibliografię obejmującą prasę, dokumenty, wspomnienia, pamiętniki, literaturę piękną i przedmiotu; przypisy oraz wykaz źródeł zamieszczonych ilustracji i map.
Jak dowiadujemy się z noty, niestety Kamilowi Janickiemu „nie udało się zlokalizować akt sądowych i prokuratorskich opisanych procesów”. Nie wiadomo co się z nimi stało, czy tylko zaginęły, czy też zostały celowo zniszczone i przez kogo. Ich brak sprawił, że autor musiał zabawić się w prawdziwego detektywa i przeczesać m.in. ponad 70 tytułów prasowych, aby uchylić rąbka tajemnicy. Należy zaznaczyć, że prasa w dwudziestoleciu międzywojennym ulegała znaczącym przemianom. Walor edukacyjny stopniowo coraz bardziej ustępował miejsca taniemu sensacjonalizmowi rozmijającemu się z faktami ku uciesze gawiedzi. Z pewnością było to niezwykle czasochłonne i mozolne zadanie, ale efekty zdecydowanie wynagrodziły poniesiony trud.
Książka to nie tylko rzetelnie napisany true crime, ale również opowieść o tym, jak ludzie żyli i traktowali kwestie pozbawienia życia. Z jednej strony funkcjonowały sądy doraźne w ekspresowym tempie skazujące na rozstrzelanie, z drugiej istniała wysoka umieralność niemowląt i dzieci, która dla wielu stanowiła obiekt kpin i żartów. Rozdział o fabrykantkach aniołków był dla mnie wyjątkowo przytłaczający. Nie tylko trzeba przyswoić obraz kobiet parających się czymś tak okrutnym, ale również dowiedzieć się, że inni niekoniecznie to potępiali, a nawet uznawali za zwyczajne źródło zarobku albo po prostu normalny element szarej miejskiej codzienności. Być może moje spojrzenie na te lata było nieco naiwne, ale naprawdę nie sądziłam, że mając już za sobą doświadczenie wojny i żyjąc w przededniu kolejnej, można było odczuwać taką znieczulicę.
Mogę z czystym sercem polecić „Seryjnych morderców II Rzeczypospolitej”. Oczywiście nie jest to lektura dla każdego, bo jednak pojawiają się w niej brutalne opisy, które może być ciężko wyrzucić z pamięci, ale z pewnością przypadnie do gustu tym, którzy szukają czegoś z rodzimego podwórka z szerszym kontekstem społecznym.
Izabela Fidut
Kamil Janicki, „Seryjni mordercy II Rzeczypospolitej”, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań, 2026.