„Skradzione szepty. Wezwana” – recenzja

Recenzja książki „Skradzione szepty. Wezwana”.
„Czasem zastanawiam się, co by się stało, gdybym nie znalazła amuletu. Gdybym nie posłuchała wołania i po prostu wróciła do domu, gdy zaczęło się ściemniać”.

„Wezwana” to pierwszy tom debiutanckiego cyklu K. T. Writz „Skradzione szepty”. Główną bohaterką jest Zorya Frostvale, którą poznajemy jako całkiem zwyczajną postać. Kobieta jest tłumaczką starożytnych ksiąg i wiedzie spokojne życie. Wychowana przez babcię nigdy nie poznała swoich rodziców. Pewnego dnia odnajduje zaczarowany medalion i od tego momentu wszystko ulega zmianie. Z dnia na dzień dowiaduje się, że rzeczywistość, w której egzystuje, stanowi zaledwie namiastkę świata. Od teraz sama będzie w nim uczestniczyć, ucząc się jego praw i poznając własne możliwości.

Do lektury powieści skusił mnie jej opis. Bardzo lubię motyw bohaterki, której życie niespodziewanie zmienia się diametralnie. „Wezwana” rozwija go, ale w moim odczuciu wszystko dzieje się tu zbyt szybko – zwłaszcza w początkowych partiach tekstu. Miałam wrażenie, że pierwsze rozdziały zbyt pobieżnie przedstawiały poszczególne wydarzenia. Od momentu znalezienia medalionu cała akcja gwałtownie nabrała tempa, co nie do końca przypadło mi do gustu. Na szczęście później było już tylko lepiej. Zorya trafia w nieznane miejsce i krok po kroku odkrywa swoją prawdziwą tożsamość. W międzyczasie dowiaduje się o powinnościach, jakie na niej spoczywają.

Po statycznym początku, mającym na celu zaznajomienie nas z otaczającą rzeczywistością, mamy do czynienia z powieścią drogi. Główna bohaterka wraz z towarzyszącymi jej kompanami udaje się w podróż, by zdobyć poparcie w nadchodzącej wojnie. Co ciekawe, od samego początku wiedzie ją tajemniczy głos z medalionu, który zbudził jej magiczne umiejętności. Przyznam, że to całkiem ciekawy motyw – zaczarowany przedmiot mający siłę sprawczą w świecie, do którego przynależy bohaterka. Z biegiem czasu na jaw wychodzi, kto kryje się w jego wnętrzu oraz jakie znaczenie ma on dla Zoryi.

Interesujący okazał się dla mnie również wątek miłosny. Osobiście bardzo lubię, gdy jest on obecny w powieściach bez względu na gatunek. W tym przypadku mamy do czynienia z klasycznym trójkątem: ona i dwóch atrakcyjnych mężczyzn. Zagubiona w nieznanym świecie Zorya miota się, nie potrafi jednoznacznie stwierdzić, w którym kierunku wyrywa się jej serce. Z tego powodu jej zachowanie nie jest całkowicie przemyślane, niejednokrotnie daje się ponieść chwili. Z jednej strony zrównoważona w kwestiach dążeń zmierzających do walki o wolność swojego kraju, z drugiej nieporadna, jeśli chodzi o porywy własnego serca.

Muszę przyznać, że mimo początkowych uwag, fabuła powieści mocno mnie wciągnęła. Znalazłam w niej wiele niestereotypowych rozwiązań oraz połączenie tego, co lubię w powieściach fantasy. Jest tu silna bohaterka, która odkrywa swoje powołanie i przeciwstawia się całemu światu. Mamy też wątek miłosny dodający historii pikanterii. I zakończenie... mocne, wywołujące oburzenie, zapowiadające wydarzenia, które będą miały miejsce w kolejnych tomach cyklu. Zainteresowana tym, co może się jeszcze wydarzyć, z pewnością sięgnę po dalsze części. Mam nadzieję, że ukażą się one na rynku wydawniczym już wkrótce.

Katarzyna Jabłońska

K. T. Writz, „Skradzione szepty. Wezwana”, Wydawnictwo Novae Res, 2025.




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat