Nie przypominam sobie kiedy ostatnio czytałam książkę opowiadającą historię autora i tak szalenie zazdrościłam mu (w tym przypadku jej - autorce) spełnienia TEGO marzenia. Jej marzenia, a w jakimś stopniu również mojego.
Marta Handzlik w książce "Buenos Aires" opowiada historię swojej fascynacji Evą Perón, argentyńskiej działaczki politycznej i społecznej. Jej pierwszy kontakt z postacią Evity był w czasach liceum, gdy natrafiła na ścieżkę dźwiękową z filmu "Evita" i zakochała się w tej muzyce w mgnieniu oka. Później wszystko potoczyło się już błyskawicznie: zainteresowała się bohaterką filmu, uczyła hiszpańskiego, marzyła, aby kiedyś móc odwiedzić Buenos Aires i o wiele lepiej, niż za pomocą polskich mediów i książek, poznać historię kobiety, która tak bardzo ją oczarowała. W końcu nadszedł moment w którym niespełna 30-letnia kobieta kupiła bilet, spakowała walizki i wyruszyła spełniać marzenie swojego życia.
Książka "Buenos Aires" jest zapiskiem wielomiesięcznego pobytu autorki w stolicy Argentyny. Razem z nią przeżywamy jej pierwsze dni, początkowe problemy z hiszpańskim, poszukiwanie mieszkania, kontakty z trybem życia mieszkańców tego ogromnego miasta, z samymi mieszkańcami i wreszcie tym najważniejszym: historią Evity i pierwszą wizytą przy jej grobie na cmentarzu Recoleta. Na każdej stronie czuć jak ważne dla samej autorki są to wydarzenia i... jaki niesamowitym uczuciem jest spełnianie marzenia, tego najważniejszego.
Marta Handzlik, opisując swoją własną podróż, łączy w książce przede wszystkim dwa gatunki: biografię Evy Perón i mini relację z podróży, taki mały przewodnik po Buenos Aires. Dla mnie to połączenie doskonałe, gdyż oba gatunki należą do moich ulubionych. Żaden nie dominuje nad drugim i go nie przytłacza, a wręcz przeciwnie: daje szansę na poznanie historii jednej z najbardziej znanych kobiet Argentyny, zafascynowania się nią i poczucia, że chce się wiedzieć o niej więcej. Pozwala zakochać się w argentyńskim mieście i życiu, poznać nie tylko miejsca, ale i ludzi. Pozwala zacząć marzyć o wyjeździe tam i oderwaniu się, choć na chwilę, od tego co europejskie.
Na koniec muszę zaznaczyć, że dla mnie w dużym stopniu książka była powrotem do dzieciństwa. Nigdy nie byłam w Buenos Aires, ale jako nastolatka byłam tak zafascynowana tym krajem, że pisałam swoje własne opowiadania mające miejsce właśnie tam. Siedziałam z atlasami, mapami, encyklopediami i w internecie. Dziś więc doskonale znam ulice, targi i miejsca, o których miałam przyjemność czytać. To była wielka, moja prywatna, frajda.
Dlatego polecam, już obiektywnie, książkę Marty Handzlik? Bo jest napisana prostym językiem, bije z niej szczerość i inspiracja, warto wiedzieć kim była María Eva Duarte de Perón, a w Buenos Aires nie da się nie zakochać. I do całej palet swoich marzeń warto dołączyć jeszcze jedno, właśnie to.
Milena Kwasek
(milena.kwasek@kobieta20.pl)
Marta Handzlik, „Buenos Aires”, WFW, Warszawa 2013
Komentarze