Już od pierwszych stron widać, że to nie jest żaden coachingowy poradnik, który odmieni Twoje życie w 30 dni. Tu nie ma czarów, afirmacji z Instagrama ani listy zadań, które sprawią, że staniesz się najlepszą wersją siebie. Daroszewska zaczyna od czegoś o wiele trudniejszego: prosi, byś zauważyła siebie. Nazwała potrzeby, które od lat stoją w kolejce po uwagę, bo Ty udajesz, że nie istnieją.
Wyobraź sobie teraz, że jedyne czego chcesz to koc, cisza i herbata, a znajomi „ciągną” Cię do galerii handlowej, bo „na pewno dobrze Ci to zrobi”. Aktualnie Twoją największą fantazją jest bycie w samotności, a nie w sklepie przy dziale z przecenami. I to nie dlatego, że nie lubisz ludzi – tylko dlatego, że nikt nie czyta w myślach. Ta książka przypomina: dopóki nie powiesz, czego potrzebujesz, świat naprawdę nie ma obowiązku się domyślać.
Najmocniejsze odkrycie dla mnie? Jak bardzo ignorowane emocje wracają przez ciało. Wiem, truizm – stres, napięcie, każdy to wie. Ale dopiero tutaj zobaczyłam, jak to działa w praktyce. Zaciskanie szczęki, kłucie w brzuchu, bóle głowy. To wszystko są komunikaty od ignorowanych emocji i potrzeb. Gdy nie słuchasz, jak do Ciebie mówią, ciało odpala głośniki.
Książka zawiera też mapy uczuć i potrzeb – coś, co jest dla mnie prawdziwym wybawieniem. Osobiście mam tak duży problem, żeby nazywać swoje emocje, że mój słownik zamyka się w kilku pojęciach. Nawet jeśli podskórnie czuję, że jestem wściekła, to i tak podepnę to pod jakieś łagodne określenie.
Do tego ćwiczenia praktyczne. Nie takie rzucone w eter z hasłem „weź i zrób”, ale z całym opisem, z instrukcjami, ze wszystkimi „za i przeciw”, które zapewne pojawią się w Twojej głowie. Dotąd, kiedy robiłam jakieś ćwiczenia, czy to samodzielnie, czy na terapii – często pojawiał się opór. Oczywiście trzeba było w nim pogrzebać, ale dalej trzeba było robić. Zacisnąć zęby i robić. Tu czułam, że mogę to zostawić, trącać lekko kijem, ale w to nie wchodzić. Poczekać, aż będę gotowa. Naprawdę mi ulżyło. Wreszcie praca z własnymi uczuciami i potrzebami nie była katorgą, ale podróżą – do samej siebie i z samą sobą.
Kiedy czytałam tę książkę, czułam, że autorka naprawdę mnie rozumie. Była w tym samym miejscu i przeżywała to, co ja. Rozumiała mnie nie dzięki wiedzy, którą zdobyła na studiach psychologicznych i kursach (choć to jest bardzo ważne), ale dzięki własnym doświadczeniom. Z własnej bezsilności, zmęczenia i drogi, którą musiała przejść do miejsca, do którego teraz ja zdążam.
Przygotuj się na lekturę pełną empatii. Na spotkanie z kimś, kto wie, dokąd Cię prowadzić, tylko musisz mu zaufać. Plot twist – nie mówię tu tylko o autorce. Mówię o Tobie samej, bo to Ty najlepiej wiesz, gdzie chcesz iść i co chcesz osiągnąć. Musisz pozwolić tylko Twojemu „ja” dojść do słowa.
Katarzyna Chober
Ewa Daroszewska, „Świadoma Ja. Jak odnaleźć siebie w labiryncie własnych potrzeb”, Wydawnictwo Alba, Piła, 2025.